poniedziałek, 6 grudnia 2010

Michał Cetnarowski : "Labirynty"


Wydawnictwo : Powergraph 2009
Liczba stron : 254
Ocena wciągnięcia : 4,5
Ocena ogólna : 4
Recenzja opublikowana wcześniej na portalu FantasyBook.


    Michał Cetnarowski przed wydaniem zbioru opowiadań pod tytułem "Labirynty" znany był głównie z tekstów publicystycznych ukazywanych między innymi w "Creatio Fantastica" czy w "Czasie Fantastyki". Jako pisarz pokazuje, że nie zamierza płynąć z prądem, stara się wyróżniać  z tłumu. I udaje mu się, przede wszystkim dzięki składającym się z jedenastu odrębnych historii zbiorze, którego teksty prezentują przeróżne odmiany fantastyki - SF, fantasy, postapokaliptykę, hard SF, a także inne, których gatunku nie da się określić, mają one bowiem swój własny rodzaj. Dzięki tym opowiadaniom spostrzegamy, iż ich autor jest dojrzałym twórcą, którego styl i podejście są tak charakterystyczne, że nie możliwym jest pomylić go z żadnym pisarzem. 
       Zbiór zatytułowany "Labirynty" składa się z jedenastu tekstów - zupełnie od siebie różnych, nie tylko pod względem tematyki, ale również poziomem. Uważam, że dwa pierwsze z nich - "Droga na zachód" i "Biel, tylko biel" - nie powinny otwierać zbioru, ponieważ przez bezosobową, pozbawioną uczuć narrację zamiast zachęcać, zniechęcają potencjalnego czytelnika. Kolejne natomiast, na przykład postapokaliptyczne opowiadanie "Ogień na ziemi", byłam oczarowana magią i specyficznym klimatem historii.
         Dialogi występujące w opowiadaniach stanowią element marginalny, są jedynie dodatkiem. Autor skupia się na opisach - plastycznych, realnych, rozbudowanych, pełnych emocji. Ma przy tym rewelacyjne wyczucie rytmiki tekstu, dzięki czemu zdań nie czyta się ciężko - wręcz przeciwnie. 
        Kolejną zachwycającą rzeczą jest klimat - mroczny, duszny, niczym w zamkniętym, odizolowanym od reszty świata pokoju. Kiedy skończyłam czytać, spotkała mnie ulga, jednak nie taka, która następuje po skończeniu nieciekawego utworu. Ulga przypominająca wzięcie głębokiego wdechu świeżego powietrze po wyjściu z ów pokoju. 
        Tematycznie zbiór jest bardzo różnorodny. Raz akcja dzieje się w nierealnym, fantastycznym świecie, drugi w tym naszym, rzeczywistym. Mimo to jeden, wspólny element spaja historie Cetnarowskiego - skupia się on na losach bohatera, jednym wątku, niemal zaniedbując tło. Przyglądając się dokładnie, dochodzimy do wniosku, iż każda historia (trafniejszym jednak określeniem byłby epizod) są bardzo proste, jednowątkowe. W "Idąc w cieniu wieży" Błazen i Złodziej idą po zagmatwanym labiryncie, "Droga na zachód" przedstawia zaś po prostu drogę czołgów kierujących się prosto na zachód. 
           Strona techniczna pozostaje bez zarzutów. Okładka ciekawa, świetnie oddająca klimat książki, intryguje i zastanawia - grube, kamienne mury tworzące labirynt, oświetlone jedynie niewielkim światłem. Już samo patrzenie wprawia w duszny, mroczny nastrój;znaczenie labiryntu, symbolu, odczytujemy na podstawie kontekstu opowiadań. Błędów ortograficznych, literówek ani żadnych innych dziwnych przypadków nie znalazłam, przynajmniej niewiele. Litery sprzyjające oczom (od czasu lektury "Grajka" zwracam na to uwagę, bowiem tamta książka miała niebotycznie małą czcionkę, przez co ucierpiały moje ślepia). Jednym słowem - dobra robota. 
         Książka jest niewątpliwie warta przeczytania. Nie tylko mamy okazję zasmakować różnych gatunków fantastyki, ale także przez chwilę przebywać w dusznym labiryncie ludzkich (i nie tylko) myśli - myśli bohaterów. Myśli te są często niespójne, napawane lękiem i grozą, poczuciem winy. "Labirynty" to pozycja mocna, prowokująca do brudnych - i nie tylko - zastanowień, głębokich refleksji nad istnieniem, swoją egzystencją. 
Reakcje:

13 komentarzy:

  1. Chociaż recenzja bardzo dobra to ja jednak za SF nie przepadam, może kiedyś. :)
    Na razie przebrnę przez "Diunę" i "Hyperiona"

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :)
    Ale nie zniechęcaj się! SF występuje w zaledwie kilku opowiadaniach, a książka jest bardzo dobra:) Jednak uszanuję Twoje zdanie z głośnym westchnieniem mówiącym "szkoda" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka może i w moich klimatach, ale nie ten autor (patrz; polak - nie lubię stylu pisania polskich autorów )... B. dobra recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Librairie - rozumiem. Dziękuję bardzo, jest mi niezmiernie miło:)

    OdpowiedzUsuń
  5. zapowiada się ciekawie.. :)
    czyli Twój dawny blog usuwam z ulubionych i dodaje ten tak? ;) xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak tak:) Tamten to już przeszłość:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Melduję się na nowym miejscu, na jedynym słusznym portalu ;) Kilka lat byłam na bloxie ale dopiero tu jest tak, jak być powinno :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Czym są "brudne zastanowienia"? Ciekawa recenzja, tylko treści tego wyrażenia nie jestem w stanie rozgryźć...

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, świetna recenzja :) Dodaję Cię do zakładek :)
    Mnie zachęciłaś;)
    A, i jeszcze jedno - dziękuję pięknie jeszcze raz za szablon :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej nie moje klimaty. :)
    Kolejna osoby na blogspocie, coraz więcej nas tutaj. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sowa Blogowa - otóż to! Mi rok (ponad) starczył i już mam dość. Pora na blogspot!
    Jabłuszko - brudne zastanowienia, inaczej brudne myśli. Myśli, które może nie do końca są, hm, czyste, nie do końca słuszne. :)
    Szfagree - ah ah:) Proszę bardzo, polubiłam robienie szablonów:)
    Liliowa - ano :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O witaj na blogspocie:)
    Ja na szczęście od razu założyłam właśnie tu bloga, więc nie musiałam się znikąd przenosić ;)
    Oczywiście dodaję cię do linków, aby nadal śledzić twoje blogowe poczynania ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Madeleine, miło mi bardzo:)

    OdpowiedzUsuń