czwartek, 15 listopada 2012


 Wydawnictwo:  Świat Książki 2012
 Język oryginału: angielski 
 Tytuł oryginału: 'History of a pleasure seeker' 
 Przekład: Ewa T. Szyler 
 Liczba stron: 256 


Mam mieszane uczucia po lekturze tej książki. Szczerze mówiąc trudno  określić, czy przypadła mi do gustu czy niekoniecznie. Na pewno była to momentami bardzo męcząca lektura i miałam często ochotę na rzucenie nią w najdalszy kąt. Innym razem umiarkowanie mnie wciągała. 
Amsterdam, 1907 rok. Maksymalny stopień rozwinięcia belle époque. Piet Barol to młody, przystojny kawaler rządny przygód i przyjemności. Pragnąc zapewnić sobie jak najlepszą przyszłość, oferuje jednej z najbogatszych rodzin w mieście siebie w roli nauczyciela niesfornego dziesięciolatka, który od ładnych kilku lat nie wystawił nosa za próg drzwi frontowych. Dzięki swojemu urokowi osobistemu zdobywa tę pracę i zajmuje jeden z pokoików dla służby, gdzie poznaje interesujących ludzi. Z biegiem czasu zamożna familia coraz bardziej przywiązuje się do Pieta. Nie na długo. 
Pierwszą kwestią wartą wspomnienia jest fakt, że ,,Historia poszukiwacza przyjemności" (sam tytuł brzmi moim zdaniem bardzo niezgrabnie) to bardzo filmowa, malownicza powieść - jej ekranizacja z pewnością osiągnęłaby sukces dużo większy od oryginału. Richard Mason z precyzją niczym u zegarmistrza tworzy opisy, które pobudzają wyobraźnię - robi to w taki sposób, iż czytelnik własnymi zmysłami odczuwa aromatyczne zapachy placków jabłkowych, widzi solidnie zbudowane, drewniane meble z czasów Ludwika XV, czuje w dłoniach aksamitne suknie kobiet. Nieczęsto zdarza się, aby autor tak zręcznie manipulował wyobrażeniami czytającego.  Godne podziwu. 
Ale, ale... ,,Historia poszukiwacza przyjemności" ma również negatywne strony i, jeżeli nie równoważą się one z pozytywami, to nawet ich ilość odgrywa ważniejszą rolę w całym tym spektaklu. Przede wszystkim - bywały, w dodatku bardzo często, momenty, kiedy autor straszliwie zanudzał, a wówczas dalsza lektura była wręcz niemożliwa i okrutnie męcząca. To dlatego czytałam ten utwór tak długo - po trzydziestu, czterdziestu stronach miałam dosyć. 
Ponadto nawet po skończeniu książki nie do końca wiem, o czym ona była. Pięknie zarysowany obraz belle époque, w porządku. Życie dwudziestokilkulatka, który wykazuje się wielkim sprytem i przebiegłością.  Pikantny, chociaż w tych czasach nierobiący na nikim wrażenia, romans. Myślę jednak, że to zdecydowanie za mało, żeby zainteresować czytelnika. To tak jakby przysuwać głodnemu zwierzakowi bardzo smakowitą, dobrze pachnącą przekąskę tylko po to, aby za chwilę zabrać ją i schować. Z tą różnicą, iż zamiast jedzenia mamy tu dobrze zapowiadającą się powieść, którą niezawodni opiniotwórcy (,,The Daily Mail" itp.) wychwalili jak nic innego. 
Wątek erotyczny zaiste jest, ale bardzo powściągliwie, elegancko opisany. To mi się podobało, ta elegancja bijąca z każdej strony. 
Nie spodziewajcie się rewelacji. 
Reakcje:

2 komentarze:

  1. Bardziej podobałaby mi się bardziej rozwinięta historia podopiecznego Pieta niż te "podchody", opisy, romans.
    Dawno tak nie ziewałam nad żadną książką.
    Kasik

    OdpowiedzUsuń
  2. zupełnie się nie zgadzam! To jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam ostatnio. I to powieści - w starym, dobrym stylu

    OdpowiedzUsuń