poniedziałek, 23 lipca 2012

Dzisiejszego dnia miałam wreszcie przyjemność zwiedzenia stolicy Holandii - Amsterdamu. Jest on mniej więcej 130 kilometrów od miejsca, w którym mieszkam.
Drogę do Amsterdamu pokonałam na autostradzie na morzu. Na morzu północnym, gwoli ścisłości. Można było się zatrzymać, zjeść loda, wypić kawę i wejść na balkonik widokowy, z którego oglądałam statki. Oczywiście zrobiłam zdjęcia zarówno drogi, jak i samego zbiornika wodnego.
Prawda, że autostrada robi wrażenie?

Następnie, po godzinie błądzenia po przedmieściach, wjechałam do Amsterdamu. Od razu uderzyła mnie liczba ludności - ludzi, zwłaszcza innych narodowości, było bardzo wiele, co zresztą wiadome jest nie od dziś. Są tu niemalże wszystkie rasy, z czego rodowici Holendrzy nie są zadowoleni - a przynajmniej tak wynikało z rozmowy.
Co jeszcze zwróciło moją uwagę? Zapach. Typowy dla Amsterdamu - zapach trawki, to znaczy marihuanny. Jak zapewne wiecie, jest ona w Holandii zalegalizowana, a w coffee shopach można ją spożywać (chociaż wprowadzono zakaz sprzedaży turystom). Nie można jedynie palić jej na ulicach, z czego mieszkańcy nic sobie jednak nie robią.
Niestety, z Amsterdamu nie mam żadnych zdjęć. Zdążyłam zrobić jedno, zanim jakaś pędząca przed siebie dziewczynka wytrąciła mi z ręki aparat. Po tym incydencie stracił on wyrazistość i wszystkie obrazy są bardzo rozmyte.

Ludzie spostrzegawczy zobaczą, że wiele amsterdamskich budynków jest mocno przekrzywionych. Niestety nie wiem, dlatego tak jest. Ponadto haki umieszczone niemalże na każdym domu - to akurat, pamiętam jeszcze z lekcji geografii, służyło wciąganiu do mieszkań zakupów, ponieważ klatki schodowe (bądź drzwi, nie jestem pewna) były zbyt wąskie do przemieszczania na przykład mebli.

Nie kupiłam sobie nic poza, standardowo, koszulką z napisem ,,I <3 Amsterdam" - mam taką zasadę, że w każdej (prawie, ominęłam Pragę i Luksemburg) stolicy państwa, w którym jestem, kupuję taki właśnie T-shirt. Nie muszę później w nich chodzić, ale to świetna pamiątka. Poza tym kilka pocztówek (część z nich wyślę znajomym, część zostawię sobie - widokówki również nabywam  wszędzie, gdzie jestem. Mam już prywatną kolekcję :)).
Podsumowując - Amsterdam, stolica Holandii, który teraz stał się symbolem legalnego palenia cannabis i rozpusty - bardzo mi się podobał i z przyjemnością bym do niego wróciła. A może jeszcze będę miała okazję, w końcu zostaję jeszcze prawie dwa tygodnie... :)

Reakcje:

2 komentarze:

  1. Autostrada rzeczywiście wygląda niesamowicie! Zazdroszczę Ci tego Amsterdamu. Niedługo minie 10 lat, od kiedy pierwszy i ostatni raz tam byłam. Chyba pora na powtórkę :)

    OdpowiedzUsuń