czwartek, 26 lipca 2012


Opowieści z Avonlea - Lucy Maud Montgomery

Wydawnictwo: Literackie 2006
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: ,,Chronicles of Avonlea"
 Przekład: Ewa Fiszer
 Liczba stron: 215


Kojarzycie może rudowłosą, wygadaną dziewczynkę, która zwała się Anią? Tak, to ta z ogromną wyobraźnią, niewyparzonym językiem, inteligentna, uparta i bardzo sympatyczna. Ta, która była ulubioną towarzyszką w dzieciństwie wielu dzieci, zwłaszcza dziewczynek. Zgadza się, mowa o Ani Shirley!
Dodam jeszcze - o Ani wykreowanej przez wspaniałą autorkę Lucy Maud Montomery - ukochaną przeze mnie w dziecięcych czasach. Jeżeli ktoś mi powie, że nigdy o niej nie słyszał - nie uwierzę, a jeśli nawet, to prędko zaprzestanę rozmowy. Jest to bowiem pisarka znana na całym świecie ze swojej fenomenalnej i podbijającej młode serca serii o Ani z Zielonego Wzgórza - najpierw małej dziewczynce, sierotce, a następnie coraz starszej i poważniejszej, urodziwej kobiecie. Nie mogę się nadziwić ludziom, którzy nie lubią cyklu o tym wygadanym rudzielcu.
,,Opowieści z Avonlea" to zbiór opowiadań mówiących o bohaterach tytułowego miejsca - tych bardziej, i mniej znanych z poprzednich książek autorki. Historie poruszane w tym niewielkim egzemplarzu dotyczą głównie miłości i przyjaźni, ale poruszają również kwestie samotności, nadziei, pasji i przywiązania. Opowiastki są banalne i bardzo przewidywalne, ale przy tym urocze, napisane interesującym językiem zrozumiałym dla młodszych czytelników. Sama Ania Shirley występuje w nich sporadycznie, zawsze jako tło, drugo- i trzecioplanowa postać.
Jeżeli ktoś nie lubi opowiadań, ta książka może nie przypaść mu do gustu. Mnie nie porwała, ale leżąc na plaży, przyjemnie było przeżyć przygody wraz z mieszkańcami Avonlea - prostymi rodzinami, oddanymi przyjaciółmi, samotnymi starymi pannami i wiernymi kochankami. Każda opisana przez Montgomery historia kończy się, jak można się domyślić, szczęśliwie, ale czy to wada? Nie, uważam, że to naturalna cecha tego typu utworów.
Opowiadania te są bardzo nierówne. Jedne mi się spodobały bardziej, drugie mniej. Część była nieco nudna, a inne dzieła interesujące i wręcz pochłaniające. Jeżeli macie ochotę na chwilę wspomnień, powrotu do czasów dzieciństwa (oczywiście spędzonego wspólnie z Anią Shirley w Avonlea) - polecam.
Reakcje:

2 komentarze:

  1. z książką sobie mogę Ciebie wyobrazić bez problemu, a z audiobookiem jakoś nie... ;) apropopos Ani, to była moja pierwsza "poważniejsza" książka, i za to ją znienawidziłam, bo nie miałam co czytać i musiałam stale powracać do tej ;) po kilku razach znałam większość na pamięć :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Naszła mnie ochota na przeczytanie ,,Ani":)

    OdpowiedzUsuń