czwartek, 26 stycznia 2012

Rosamunde Pilcher: ,,Ostatnie dni lata"



 Wydawnictwo: Książnica
 Język oryginału: angielski 
 Tytuł oryginału: ,,The End of Summer" 
 Przekład: Pankiewicz Ewa
 Czas trwania: 4h 32 min 
 Czyta: Olga Sawicka


O angielskiej autorce, Rosamunde Pilcher, pisałam w mojej poprzedniej recenzji. ,,Kwietniowy śnieg" to była książka łatwa i przyjemna, w sam raz na wakacje lub mroźny, zimowy wieczór pod kocem. Powieść spodobała mi się na tyle, iż ściągnęłam kolejne dzieło Pilcher. 
Jane mieszka w Kalifornii wraz z ojcem, scenarzystą filmowym. Jeszcze kilka lat wcześniej żyła, wychowywała się w Szkocji - spędziła tam dzieciństwo wraz z babcią i kuzynem Sinclairem. Chłopak ten zachował się w jej sercu na zawsze, przez jakiś czas nawet chciała wyjść za niego za  mąż. Jane, gdyby mogła, wróciłaby do swojego rodzinnego domu, jednakże bała się zostawić ojca samego i bez opieki. Jak by sobie poradził?

Wszystko się zmienia, gdy pewnego letniego popołudnia do kalifornijskich drzwi Jane i jej taty puka pewien mężczyzna. Okazuje się, iż jest adwokatem jej babki i gorąco namawia ją do odwiedzin szkockiej rodziny. Nieoczekiwana decyzja ojca przekonuje ją, żeby pojechać do Anglii. Nie może się doczekać nie tylko na spotkanie z babcią, ale też z ulubionym kuzynem... 
,,Ostatnie dni lata" to lekka i sympatyczna powieść poruszająca temat tęsknoty, powrotów i starej miłości, która podobno nie rdzewieje. Ukazuje, jak człowiek w ciągu kilku lat może się radykalnie zmienić, niekoniecznie na dobre. Przygody dwudziestojednoletniej Jane zostały opisane w ciekawy sposób. 
Słuchałam audiobooka pt. ,,Ostatnie dni lata" z ogromną przyjemnością. Momentami nudna, lecz barwna i wciągająca powieść spodobała mi się bardziej niż poprzednia podpisana nazwiskiem Rosemunde Pilcher. Przy tej lekturze zarówno domowe czynności, jak i tworzenie figurek z masy solnej  stały się dla mnie czystą rozkoszą. Z pewnością sięgnę po kolejne książki tej autorki. 

Reakcje:

12 komentarzy:

  1. Okładka przypomina mi obrazki z dzieciństwa. Niestety, ja sam nie przepadam za audiobookami. Szybko przy nich zasypiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie trzeba słuchać na dobranoc :) Jeśli nie lubisz audiobooków to zachęcam do sięgnięcia po wersję papierową.

      Usuń
  2. Czytałam tej autorki "Kwietniowy śnieg", ale jakoś jej proza nie przypadła mi do gustu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie w ramach relaksu, jako audiobook niewymagający skupienia jest w sam raz :)

      Usuń
  3. Chyba raczej nie dla mnie :/

    Pozdrawiam ciepło i zapraszam do mnie:

    papierowyazyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod recenzją jest mini-ankieta, gdzie można zaznaczyć, czy książkę przeczytasz, czy raczej nie. :)

      Usuń
  4. Przyznam, że mam lekką awersję do wszystkiego, co lekkie i sympatyczne. Przejechałam się już nie raz i po prostu zbyt często uznawałam takie książki za infantylne i nijakie. Może jednak jeszcze się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio ciągle tylko te audiobooki widzę. Skąd wy je pobieracie? Chętnie posłuchałabym go w drodze do szkoły.
    A książka jest raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś czytałam "Przesilenie zimowe" tej autorki i ciepło wspominam tę lekturę, ale jakoś do innych tytułów mnie nie ciągnie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się nadal przekonać nie mogę. Do audiobooka już w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Raczej będę unikać tej pisarki, nie lubię takich historii :]

    OdpowiedzUsuń
  9. audiobook??? hm.... niby nic nie mam do audiobooków i ostatnio nawet pisalam, że posłuchalabym w czasie gotowania ;) , ale jakoś mi do Ciebie nie pasuje ;P

    OdpowiedzUsuń