Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skandynawia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skandynawia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Arto Paasilinna: ,,Wyjący młynarz"

 
 Wydawnictwo: Punkt 2003
  Język oryginału: fiński
  Tytuł oryginału: 'Ulvova myllari'
  Przekład: Bożena Kojro
  Liczba stron: 206


Do małej, fińskiej wsi, gdzie każdy każdego zna, przyjeżdża mężczyzna i kupuje podniszczony, stary młyn z zamiarem odnowienia go. Ludzie są zachwyceni - wreszcie w miejscowości będzie tani dostawca mąki. Przymykają nawet oko na plotki, które przywędrowały wraz z Gunnanerem Huttunenem aż z dalekiej Północy. Nic nie jest jednak tak proste, jak się zapowiadało - młynarz zaczyna przerażać mieszkańców swoją bujną wyobraźnią, niecodziennym zachowaniem i szczerością, o jaką trudno u innych. Rozpoczyna się konflikt między tymi, którzy uchodzą za normalnych, a innym. 
Arto Paasilinna przedstawił nam historię osoby, wokół której wieczorami zbierają się dzieci, aby oglądać, jak naśladuje różne zwierzęta. Osoby, która polubiła dbanie o swój ogródek dzięki instruktorce kółka ogrodniczego. Osoby potężnie zbudowanej i silnej, a jednocześnie wrażliwej, uczuciowej i z wielkim sercem. 
Wyjący młynarz to piękna, choć smutna opowieść o nietolerancji, o zderzeniu przeciętności z oryginalnością i innością. To historia wzruszającej miłości, która udowadnia, że nie zawsze trzeba się podporządkowywać. W tym satyrycznym obrazie fińskiej wsi możemy dostrzec bardzo często spotykane reakcje ludzi na odmienność. Do bólu prawdziwe. 
Gunnan Huttunen to postać, której czytelnik nie jest w stanie nie polubić - duży jak niedźwiedź, ale szczery, odważny, emocjonalny i wrażliwy. Mnie robiło się przykro, kiedy czytałam o tym, jak traktowali go ludzie. Gunnan budzi współczucie. 
Arto Paasilinna napisał swą powieść w charakterystycznym dla krajów skandynawskich stylu - z dystansem, chłodno, obiektywnie, surowo i prosto. To lubię w literaturze północnoeuropejskiej - wśród wysypu książek amerykańskich oraz rodem z Ameryki, Skandynawia stanowi swojego rodzaju odskocznię. 
Wyjący młynarz bardzo mi się podobał, ale lektura szła mi opornie. Nie wiem dlaczego, ale strony mijały bardzo powoli, miałam wrażenie, że czytałam dwa razy wolniej niż inne książki (chociaż czas pozostał niezmienny). 
Opisywaną książkę warto poznać - wzbudza empatię i pokazuje, jak łatwo jest o nietolerancję, którą bardzo niewiele dzieli od zwykłej głupoty. 

niedziela, 10 listopada 2013

Lena Oskarsson: ,,Czarne tango"


 Wydawnictwo: Czarna Owca 2013
 Język oryginału: szwedzki
 Tytuł oryginału: 'Svart tango'
 Przekład: Zygfryd Radzki
 Liczba stron: 328

Lena Oskarsson debiutowała powieścią wydaną w Polsce również przez wydawnictwo Czarna Owca - chodzi o ,,Plac dla dziewczynek". Jeszcze nie czytałam tej książki, natomiast, po rozpoczęciu lektury ,,Czarnego tanga", podreptałam do biblioteki właśnie po debiut autorki. Teraz mam dylemat, czy poświęcać mu czas, czy jednak nie... 
Jezioro Skiresjon, noc świętojańska. Rok wcześniej w tej małej miejscowości miało miejsce okrutne zabójstwo. Dziś grupa ludzi, w wielu przypadkach sobie obca, urządza maraton pod hasłem ,,Czarne tango". Podobno z nieznajomymi tańczy się najlepiej. Wśród uczestników znajdują się nie tylko mieszkańcy  miasteczka, ale także, poinformowana drogą wirtualną, znana blogerka Anne-Marie wraz z mężem i pięcioletnią córeczką. Ma nadzieję, iż ten wieczór ożywi jej małżeństwo i poprawi relację z rodziną. Dzieje się wprost przeciwnie - następnego ranka ich córkę znaleziono wrzuconą w mrowisko. Umarłą. 
Marianne Fogler, która nad jezioro Skiresjon przyjeżdża już drugiego lata, psycholożka, zaczyna prowadzić własne, amatorskie śledztwo. 
,,Czarne tango" nazwałabym raczej powieścią obyczajową z wątkiem kryminalnym, ponieważ więcej tu opisów życia głównej bohaterki, Marianne, oraz innych postaci, niż samego śledztwa oraz zbrodni. Psycholożka, Fogler, docieka szczegółów zbrodni na własną rękę i robi to zadziwiająco dobrze jak na amatorkę. Już to mi się nie spodobało. 
W powieści autorka umieściła kilka na początku nic nieznaczących retrospekcji. Pojawiają się rzadko, ale wskazują czytelnikowi trop. 
Jeżeli chodzi o moje wrażenia z lektury, to nie są one pozytywne. Mnie się nie podoba to, że raz bohater uprawia seks w noc świętojańską, a, zanim czytelnik się spostrzeże, już jest w szóstym miesiącu ciąży. Gdzie i kiedy zleciały te miesiące? Skoro już mowa o seksie, to Lena Oskarsson umieściła w ,,Czarnym tangu" mnóstwo scen erotycznych, które moim zdaniem nie były potrzebne. 
Główna bohaterka, Marianne Fogler, bardzo mnie irytowała. Była po prostu głupia, naiwna i nieodpowiedzialna. Skoro ma przeczucie, że dzieje się coś niepokojącego, to dlaczego nie wróci do Sztokholmu, gdzie jest dużo bezpieczniej dla przyszłej matki? Ponadto to dochodzenie na własną rękę, czego w kryminałach nie za bardzo lubię. Właściwie to po co dochodzić? Czy nie od tego jest policja? 
Książka momentami wprawiała mnie w obrzydzenie, jednakże nie uważam tego za minus. Dziecko w mrowisku. Łydka z tatuażem przedstawiającym 'cipki'. Zaćpana, śmierdząca alkoholem prostytutka. Paradoksalnie, to nie sceny opisujące, dajmy na to, ćwiartowanie zwłok, degustowały mnie najbardziej, ale właśnie wyobrażenie takiego tatuażu. 
Mimo kilku wad i całej sterty moich zażaleń muszę przyznać, iż ,,Czarne tango" ma jeden mocny plus - książkę czyta się błyskawicznie, pomaga oderwać się od otaczającej nas rzeczywistości. Napisana jest sprawnie, lekko i bez wielu zgrzytów. 
Uważam, że jest wiele lepszych powieści detektywistycznych od tej opisywanej. ,,Czarne tango" przypominało mi odrobinę ,,Księżniczkę z lodu" Lackberg, właśnie dzięki wielu opisom codziennego życia bohaterki. Jeżeli ktoś lubi tego typu utwory, polecam. Ja muszę się jeszcze zastanowić, czy nie szkoda mi czasu na, ponoć jeszcze słabszą, pozycję autorki - ,,Plac dla dziewczynek". 

piątek, 4 października 2013

Maria Sveland: ,,Zgorzkniała pizda"


Wydawnictwo: Czarna Owca 2013
Liczba stron: 264
Język oryginału: szwedzki
Tytuł oryginału: 'Bitterfittan'
Przekład: Maciej Muszalski

Maria Sveland to szwedzka autorka wielu, ponoć cenionych, programów dla radia i telewizji. W roku 2003 została nagrodzona nagrodą Ikarospriset za radiowy dokument pt. ,,Jak dziwka". Zadebiutowała powieścią ,,Zgorzkniała pizda". 
Sara to trzydziestolatka, która uważa siebie za zgorzkniałą pizdę. Pewnego dnia postanawia wylecieć na tydzień na Teneryfę, zostawiając dwuletniego synka i męża. Celem tego wojażu jest poukładanie sobie pewnych spraw, przemyślenie ich, odpoczynek od codzienności. Przez siedem dni zamierza nic nie robić, tylko czytać klasyk z lat siedemdziesiątych - ''Strach przed lataniem" Eriki Jong. 
Sara podczas swojego pobytu na wakacjach zastanawia nad wieloma kwestiami dotyczącymi małżeństw, równouprawnienia, a właściwie jego braku, feminizmu, kobiet i mężczyzn, dzieci, własnej przeszłości i tego, jak takowa na nią wpłynęła. 
Nie będę oryginalna, gdy na początku wspomnę o tytule. ,,Zgorzkniała pizda" wzbudza mianowicie wiele kontrowersji, wzburzeń, zakłopotania. Jedni uważają, że jest to tani i żałosny chwyt marketingowy, inni - iż to prowokacja ze strony autorki. Kolejni nic nie mówią, otwierają tylko szeroko oczy ze zdumienia i kręcą ze zdziwieniem, a może nawet politowaniem, głową. Jaki jest mój stosunek do tego tytułu? Otóż, oglądając nowości wydawnicze Czarnej Owcy, zatrzymałam się przy tej pozycji (tak, złapałam się na lep specjalistów od marketingu i reklamy), mimo wszystko nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia. Poczułam się zaintrygowana i zachęcona do sprawdzenia, co też kryje się pod wulgarną nazwą. I nie żałuję. 
Zacznijmy od początku. Gdy otworzyłam książkę i zaczęłam czytać, najpierw stwierdziłam, że autorka ma bardzo przyjemny, lekki, ale niegrafomański styl, a następnie zaczęła irytować mnie główna bohaterka. Myślałam sobie - kobieta ma kochającą rodzinę, męża, który ,,wypuścił ją" z domu na tydzień i sam opiekuje się dzieckiem, jest młoda, powinna cieszyć się życiem. Na co ona narzeka i smęci? Po co w kółko nazywa siebie zgorzkniałą? Może sobie to wmawia. 
Stopniowo jednak negatywny stosunek do postaci zaczął się przeradzać raczej w próbę zrozumienia, co już po chwili spowodowało mieszane uczucia. Może bohaterka wcale nie jest głupią zrzędą, ale inteligentną, oczytaną i odważną kobietą, która nie zgadza się z powszechnymi stereotypami i nierównością płci. I nie jest to bełkot osoby, która nagle odkrywa w sobie osobowość feministki, o nie. Wszystkie rozważania, obejmujące całą książkę, są poparte dowodami, przykładami z literatury i z życia. 
,,Zgorzkniała pizda" to utwór napisany w dość nietypowy sposób. Mamy tu wszystko - od wyżej wspomnianych rozważań na temat toksykologii małżeństw i ogólnie związków, równości kobiet i mężczyzn, stosunku społeczeństwa do przedstawicielek płci pięknej; przez wspomnienia z dzieciństwa głównej bohaterki, które, mimo iż są oddzielnymi epizodami od teraźniejszości, to mają wpływ na całościowy odbiór książki; po opisy sytuacji z dzisiaj, gdy to Sara przebywa na Teneryfie. Co ciekawsze, wszystkie trzy płaszczyzny czasowe są opisane zupełnie inaczej - feministyczne wywody są pisane w sposób poważny, mądry, niczym rozprawka bądź wypracowanie, praca naukowa. Absolutnie nie są jednak nudne! Podczas wspomnień z przeszłości autorka wciela się w rolę małej dziewczynki, która patrzy na świat swoimi własnymi, naiwnymi jeszcze, bezbronnymi oczkami. A opisy teraźniejszości to właśnie, jak na początku powieści, luźna pisanina. W  ,,Zgorzkniałej piździe" cały czas narrację prowadzi pierwsza osoba, czyli Sara. 
Książka jest bardzo dobra, mimo wszystko uważam, że nie nadaje się ona jako lektura dla mężczyzn. Wszyscy znamy ich podejście do feminizmu, emancypacji i równouprawnienia, równości płci. Jestem prawie pewna, że ta powieść nie zostałaby odebrana pozytywnie przez męską część społeczeństwa. 
U kobiet zaś utwór wzbudza refleksje - a przynajmniej u mnie. Uważam jednak, że kobiety w różnym wieku odbiorą go różnie - ja póki co jestem w pełni usatysfakcjonowana i szczęśliwa ze związku z moim mężczyzną, natomiast dojrzałe już mężatki mogą czuć się podobnie do głównej bohaterki. Wszystko zależy od osobowości, podejścia do życia, wiek - tak, ,,Zgorzkniała pizda" należy do takich właśnie książek, gdzie wszystkie te czynniki znacznie wpływają na odbiór lektury. 

poniedziałek, 23 września 2013

Mari Jungstedt: ,,Niewypowiedziany"


 Wydawnictwo: Bellona 2010
 Liczba stron: 368
 Język oryginału: szwedzki
 Tytuł oryginału: 'I denna stilla natt'
 Przekład: Magdalena Landowska
 2 tom cyklu o inspektorze Andersie Knutasie

Sięgając po ,,Niewypowiedzianego", liczyłam przede wszystkim na wciągającą powieść kryminalną z romansem w tle, niewymagającą zbytniego myślenia. Chciałam do reszty pokonać zastój czytelniczy, który mnie dopadł na początku tego roku i trzymał w swoich szponach zdecydowanie za długo. Wiedziałam, czego się mogę spodziewać, ponieważ w czerwcu rok temu miałam okazję przeczytać pierwszą część serii o inspektorze Knutasie - ,,Niewidzialnego". Utwór ten nie wyróżniał się niczym specjalnym spośród całej palety różnorakich kryminałów skandynawskich, natomiast czytało się go na tyle dobrze, że zdecydowałam sięgnąć po kolejny tom. 
Tym razem na wyspie Gotlandia zostaje zamordowany miejscowy alkoholik, fotograf. Początkowo dla prasy morderstwo nie wyróżnia się niczym szczególnym - dużo się już słyszało o bójkach pod wpływem alkoholu. Policja jednak zastaje zmarłego zatopionego we własnej krwi, z roztrzaskaną czaszką, i uważa, iż zbrodnia ta jest inna od reszty. Zaczyna dochodzenie, żmudne i mozolne. Dowodzi nim Anders Knutas z pomocą Karin Jacobsson, z którymi autorka zapoznała nas w poprzedniej części serii. 
Emma i Johan nadal przechodzą przez trudny okres. Mężatka i matka dwójki dzieci nie potrafi zdecydować między kochankiem  a rodziną. Zakochanych czeka wiele nieprzyjemności. Czasami nawet żałują, że w ogóle los złączył ich ze sobą... 
 Poznajemy również kolejną osobę, która w całym utworze będzie odgrywać istotną rolę, chociaż początkowo niepozorną. Czternastoletnia Fanny to ciemnoskóra dziewczynka, która ma bardzo trudne, mimo młodego wieku, życie. Jej mama to alkoholiczka, która nie dba ani o dom, ani o siebie, ani o córkę. Fanny czuje się wyalienowana, nie ma tak naprawdę nikogo, z kim mogłaby porozmawiać. Jedyną jej przyjemnością są konie - dziecko przebywa w pobliskiej stajni tak często, jak może. 
Książka ,,Niewypowiedzialny" nie zaskoczyła mnie niczym szczególnym. Mamy tu tych samych bohaterów, co w ,,Niewidzialnym", zatem nowości żadnych nie było. Moje zdanie na ich temat się nie zmieniło - nadal darzę sympatią zarówno Knutasa, jak i Karin Jacobsson. 
Powieść czytało mi się bardzo dobrze, lekko, szybko i sprawnie. Wciągnęła mnie, ale to zdarza się u mnie bardzo często podczas czytania kryminałów i thrillerów. Autorka starała się zaskoczyć czytelnika, mnie jednak nie zdziwiło zakończenie. Mimo wszystko uważam, że warto skusić się po kolejny tom przygód gotlandzkiej policji. Warto pamiętać o kolejności - jeżeli zaczniemy poznawać serię o Knutasie od właśnie tej części, możemy być niezorientowani szczególnie w wątku przedstawiającym sprawy Emmy i Johana. Polecam więc zacząć od ,,Niewidzialnego". 

środa, 21 listopada 2012

Hedda H. Robertsen: ,,Kręci mnie Mads Mikkelsen"


 Wydawnictwo: W.A.B. 2012
 Język oryginału: norweski
 Tytuł oryginału: 'Skutt i filler av Mads Mikkelsen'
 Przekład: Karolina Breś
 Liczba stron: 179


Gdzie jest granica między miłością a obsesją? Czy jest ona widoczna? A może te dwa zjawiska stanowią nierozłączną parę, wzajemnie się uzupełniają?
Abba to dziewiętnastoletnia dziewczyna, którą poznajemy tuż przed jej wyjazdem do Wiednia. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie normalnej, przeciętnej nastolatki - pracuje w księgarni, wolny czas spędza z przyjaciółmi, oglądając filmy i popijając glogg. W trakcie swojej pracy Abba poznaje stałego klienta sklepu, którego nazywa Madsem Mikkelsenem, ponieważ jest podobny do duńskiego artysty. Początkowe młodzieńcze zauroczenie tym czterdziestoletnim mężczyzną przeobraża się w fanatyzm, obsesję, a młoda kobieta zaczyna mylić fantazje z rzeczywistością. 
,,Kręci mnie Mads Mikkelsen" to debiut młodej, bo zaledwie dwudziestokilkuletniej Norweżki. Autorka zgrabnie opisała życie dziewiętnastoletniej dziewczyny, która wielkimi krokami wkracza w dorosłość - potrzebuje więc dużo miłości, uczucia i namiętności. Hedda Robertsen serwuje nam również potężną dawkę erotyzmu, a fantazje głównej bohaterki zostały napisane w sposób subtelny i bez wulgaryzmów - oczywiście, na ile pozwoliła na to tematyka. 
Podoba mi się, że młoda autorka odważnie złamała tabu - w końcu seks to tematyka wciąż omijana przez wielu ludzi szerokim łukiem, a samo słowo, jeżeli jest wymawiane, to teatralnym szeptem. Robertsen bez ceregieli wkroczyła w strefę intymności, bezwstydnie opisując najrozmaitsze fantazje i marzenia erotyczne dziewiętnastolatki. 
Książka jest dosyć chaotyczna - z czasem przestajemy się orientować, co rzeczywiście przydarzyło się głównej postaci, a co jest jedynie jej wymysłem. Sposób narracji (pierwszoosobowy) pozwala nam także na przypuszczenie, że nawet ona sama, Abba, nie do końca odnajduje się w realnym świecie. 
Mimo wszystko oczekiwałam czegoś więcej. Powieść jest zwyczajnie nudna - nie zawsze, ale często miałam ochotę ostentacyjnie ziewnąć podczas lektury. ile bowiem można czytać o zakochaniu? Myślę, że dało się uniknąć tej monotonii, nadając utworowi różne odcienie. 
Norweska literatura erotyczna to dla mnie nowość. Skandynawię znam niemalże tylko z kryminałów, zatem lektura tej niepozornej, pięknie wydanej książeczki była interesującym doświadczeniem, ale spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. 

niedziela, 11 listopada 2012

Henning Mankell: ,,Biała lwica"


Wydawnictwo: W.A.B. 2005
 Język oryginału: szwedzki
 Tytuł oryginału: 'Den vita lejoninnan'
 Przekład: Halina Thylwe
 Liczba stron: 479
3 część cyklu o Komisarzu Wallanderze

Uwielbiam Mankella. Imponuje mi nie tylko znakomitymi powieściami oraz świetnymi postaciami, ale także tym, że w okresie, kiedy skandynawskie kryminały są na topie, on niezmiennie pozostaje sobą - utrzymuje poziom, nie ,,leje wody", jak wielu autorów, aby zwiększyć liczbę stron.
Akcja dzieje się w 1992 roku, z wyjątkiem prologu. W Szwecji zostaje zastrzelona dojrzała kobieta - metodystka, matka dwójki dzieci, idealna żona, niemająca żadnych wrogów. Kurt Wallander, który prowadzi dochodzenie, jest w ślepym zaułku - nie ma żadnych tropów, kto i dlaczego mógł zamordować Louise. Żeby było śmieszniej, w trakcie śledztwa na miejscu zbrodni komisarz znajduje palec czarnego człowieka. Czy da się połączyć te dwa incydenty? Wszystkie drogi prowadzą do Republiki Południowej Afryki, gdzie w tym samym czasie kilku prawicowych maniaków planuje zapach na Nelsona Mandelę.
,,Biała lwica" jest zupełnie powieścią zupełnie inną od poprzednich, które czytałam - ,,Mordercy bez twarzy" i ,,Psów z Rygi". Tutaj akcja zatacza kręgi na ogromną skalę, a Mankell igra z czytelnikiem, manewrując czasem i miejscem akcji. Trzeci tom cyklu o Kurcie Wallanderze można nazwać nie tylko dobrym kryminałem, ale także wciągającym thrillerem politycznym. Utwór tym bardziej mi się podobał, że podczas czytania miałam okazję dokształcić się na temat polityki w Afryce, o której tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia. 
Myślę, że przy okazji lektury ,,Białej lwicy" warto zastanowić się nad tym, czym tak naprawdę jest rasizm - bardzo często bowiem temat ten zbywamy niedbałym machnięciem ręki, bo przecież nas to nie dotyczy. To nieprawda - nawet nie mając w swoim otoczeniu Afroamerykanów, wielu z nas skrywa niechęć do tych ludzi, którzy różnią się od nas jedynie kolorem skóry - a czy w dzisiejszych czasach, w dobie hipernowoczesnych urządzeń, gadżetów, w okresie, kiedy tolerancja jest wręcz modna, pochodzenie odgrywa jakieś znaczenie? Ja wszystkich rasistów nazwałabym hipokrytami. 
Kurt Wallander. To jeden z moich ulubionych bohaterów literackich, a kolejne lektury Henninga Mankella tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że komisarz jest bezkonkurencyjny. Kiedy czytałam ,,Białą lwicę", zastanawiałam się, co ja tak w ogóle lubię w tym człowieku. Uważam, że chociażby sposób, w jaki autor wykreował Wallandera, robi wrażenie - nie jest to ani heroiczny superbohater, który zna odpowiedź na każde pytanie, ani policjant-jasnowidz, w dodatku wszechwiedzący - tak jakby to on uczestniczył w zbrodni. Nie. Komisarz Kurt Wallander to najzwyczajniejszy na świecie, przeciętny zjadacz chleba, rozwodnik, który nie ma szczęścia u kobiet. Taki, który mimo nieustannych narzekań poświęca swoje życie pracy i już dawno zapomniał o urlopach, spokoju i prywatności. Czy w XXI wieku takiej egzystencji nie ma przynajmniej trzy-czwarte ludzi? 
,,Biała lwica" to przyjemna, pouczająca i wciągająca powieść, którą polecam wszystkim fanom Henninga Mankella. Tym, którzy jeszcze się z tym autorem nie poznali, proponuję nie zwlekać. 

czwartek, 4 października 2012

Yrsa Sigurdardóttir: ,,Pamiętam cię"


 Wydawnictwo: Muza S.A.2012
 Język oryginału: islandzki
 Tytuł oryginału: ,,Eg man big"
 Przekład: Jacek Godek
 Liczba stron: 320

Yrsa Sigurdardóttir to autorka kilku książek pochodząca i mieszkająca w Islandii. Polscy czytelnicy znają ją głównie z kryminalnego cyklu o prawniczce Thorze - w którego skład wchodzą ,,Trzeci znak", ,,W proch się obrócisz", ,,Weź moją duszę", ,,Lód w żyłach" oraz ,,Spójrz na mnie". 
Islandia. Gardar, Lif i Katrin, po zakupie domu znajdującego się na zupełnym odludziu, postanawiają zakwaterować się w nim, zostać przez tydzień i skupić się na odnawianiu go. Nie spodziewają się jednak, że na miejscu zastaną absolutną ciemność, ich komórki odmówią posłuszeństwa, a przede wszystkim, iż w budynku dzieją się przedziwne rzeczy. Zagadkowe skrzypienie desek podłogowych i napisy ułożone z muszelek to zaledwie kropla w morzu ich przyszłych perypetii... 
W tym samym czasie po drugiej stronie fiordu, w małej prowincji Ísafjörður dochodzi do włamania w przedszkolu. Nie jest to zwykłe przestępstwo - winowajca, poza kompletnym zdemolowaniem przedszkolnych pomieszczeń, pozostawił po sobie wymowny ślad - napis ,,nieczysty". W rozwiązaniu sprawy ma pomóc psychiatra, Freyr, który po bolesnych wydarzeniach z przeszłości przeniósł się na północ państwa. 
Co łączy te dwa, pozornie odrębne, przypadki? Jeżeli chcecie się o tym przekonać - sięgnijcie po tę najnowszą książkę islandzkiej pisarki. 
,,Pamiętam cię" to pierwsza przeczytana przeze mnie książka tej, zwanej przez swoją ojczyznę i media, skandynawskiej mistrzyni kryminału. Czy aprobuję ten przydomek? Cóż, jest to kwestia względna, ponieważ owszem, Sigurdardóttir ma naprawdę dobre pióro, a fabuła zaskakuje na niemalże każdym kroku, aczkolwiek, nie oszukujmy się - w dzisiejszych czasach pisarzy takich jest niczym grzybów po deszczu. Ponadto, nie chcąc być niesprawiedliwa, nie podejmę się oceny samej autorki na podstawie lektury zaledwie jednego jej dzieła. 
Ocenię zatem sam utwór, bardzo dobry zresztą. Atmosfera jest rzeczywiście duszna, jak zapowiedział komentarz z ,,The Times'a" widniejący na okładce egzemplarza. Duszna, mroczna, tajemnicza - to zdecydowanie adekwatne epitety. Bohaterowie przedstawieni zostali w sposób bardzo realny - każdy z nich ma zarówno wady, jak i zalety, podobnie jak w życiu. Dodatkowo autorka zaskoczy czytelnika zwieńczeniem dzieła, ukazując nam, że wszystko jest tak naprawdę zupełnie inne, niż dotychczas myśleliśmy. 
W pewnych momentach lektura wywoływała spragnione uczucie strachu, dreszczyk emocji oraz niepewności. ,,Pamiętam cię" zaskakuje, intryguje i niesamowicie wciąga - ja, wczorajszego wieczoru, wręcz nie mogłam się oderwać i czytałam książkę, dopóki na dobre jej nie skończyłam. A i wówczas pozostaje uczucie niedosytu - autorka pozostawia nas z niemalże widocznym znakiem zapytania wiszącym nad głową, bowiem nie wszystko zostało do końca wyjaśnione. Uważam, iż jest to zdecydowana zaleta powieści. 
Czy można dzieło Yrsy Sigurdardóttir nazwać horrorem? Zastanówmy się. Według wikipedii, horror to odmiana fantastyki polegająca na budowaniu świata przedstawionego na wzór rzeczywistości i praw nią rządzących po to, aby wprowadzić w jego obręb zjawiska kwestionujące te prawa i nie dające się wytłumaczyć bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych. Wzór rzeczywistości? Jest - stary dom, przeciętni bohaterowie w historii pierwszej, w drugiej zaś zamiast tajemniczego gmaszyska - włamanie. W obu znajdziemy również zjawiska paranormalne. Nie można natomiast nie stwierdzić, iż to pierwsza sytuacja, którą poznaje czytelnik - z trójką znajomych lądujących na odludziu, bardziej wpasowuje się w tę definicję. Druga, o psychiatrze Freyr'u, początkowo przypomina kryminał - mamy bowiem przestępstwo, policję, tajemniczy napis na ścianie. 
Reasumując, ,,Pamiętam cię" to kawał dobrej literatury, po jaką możemy sięgnąć w ramach odpoczynku, relaksu. Przystępny, acz niegłupi styl, w jakim została przedstawiona książka, dodatkowo uprzyjemnia nam lekturę. Polecam! 

piątek, 29 czerwca 2012

Mari Jungstedt: ,,Niewidzialny"


 Wydawnictwo: Bellona 2010 
 Język oryginału: szwedzki
 Tytuł oryginału: ,,Den du inte ser"
 Przekład: Teresa Jaśkowska - Drees
 Liczba stron: 349

Mari Jungstedt to szwedzka pisarka oraz dziennikarka. Jest autorką powieści kryminalnych - siedmiu książek kryminalnych o inspektorze Andersie Knutasie. ,,Niewidzialny" to jej debiut literacki, który wzbudził zachwyt bardzo wielu czytelników. 
W Gotlandii zostaje zabita młoda dziewczyna. Policja podejrzewa konkubenta ofiary, z którym to poprzedniego wieczoru zamordowana się pokłóciła. Czy na pewno, czy to nie jest zbyt proste rozwiązanie zagadki? Podczas gdy inspektor Anders Knutas zachodzi w głowę, co tak naprawdę się wydarzyło na wyspie, kolejna kobieta staje się martwą. Okazuje się, iż wszystkie dotychczasowe tropy są ślepym zaułkiem, a policja może mieć do czynienia z seryjnym zabójcą. 

wtorek, 10 stycznia 2012

Henning Mankell: ,,Psy z Rygi"



 Wydawnictwo: W.A.B. 2007
 Język oryginału: szwedzki 
 Tytuł oryginału: ,,Hundarna i Riga"
 Czas trwania: 10 godzin 19 min 
 Czyta: Jarosław Rabenda 
 2 część cyklu o komisarzu Wallanderze


Jakiś czas temu wypożyczyłam z biblioteki audiobooka - ,,Zieloną milę" na płycie CD. Niestety, ta znajomość skończyła się fiaskiem, a płytkę odłożyłam z irytacją na bok po dwudziestu minutach. Nie dało się, po prostu się nie dało słuchać. Nie mogłam się skupić, nie wiedziałam, o czym jest książka. Teraz wiem, że poddałam się zdecydowanie za szybko. 
Ostatnio zrobiłam drugie podejście. Myślę sobie, co mi szkodzi spróbować? Najwyżej usunę plik, wyłączę MP4 i tyle. Ale... nie było takiej potrzeby. Położyłam się i słuchałam wnikliwie, w skupieniu i w ciszy. Wyszło. Co prawda na drugi dzień pamiętałam niewiele szczegółów, ale jako taki zarys powieści miałam. Od tamtej pory słuchałam audiobooka pt. ,,Psy z Rygi", kiedy tylko nadarzała się okazja - podczas spaceru, sprzątania, leżenia, odpoczywania i zasypiania. Naturalnie wolę książki papierowe, ale audiobook zdobył moją sympatię. 

piątek, 4 listopada 2011

Henning Mankell: ,,Morderca bez twarzy"



 Wydawnictwo: W.A.B. 2006
  Język oryginału: szwedzki 
  Tytuł oryginału: ,,Mordare utan ansikte" 
  Przekład: Anna Marciniakówna
  Liczba stron: 300
  1 część cyklu o komisarzu Kurcie Wallanderze

Henning Mankell to pochodzący ze Szwecji dziennikarz, pisarz i, co pewnie zdziwi jego czytelników, autor wielu sztuk teatralnych. Jest bowiem znany na całym świecie nie ze swoich scenariuszy, a z kilkunastu powieści kryminalnych. Ogromną popularność zyskał dzięki serii o komisarzu, który nazywa się Kurt Wallander. Ogólnie książek składających się na ów cykl jest dziesięć, ponadto kilka odrębnych tytułów. 
,,Morderca bez twarzy" to utwór rozpoczynający serię o tym policjancie.
W małej szwedzkiej wsi zostaje zamordowana para staruszków rolników, małżeństwo. Jedynym tropem jest słowo wypowiedziane przez umierającą kobietę - ,,zagraniczni''. Co oznaczać ma to słowo? Jak je rozumieć?
Sprawą tą zajmuje się komisarz Kurt Wallander. Czytelnik poznaje go w nieciekawym momencie - czterdziestolatka zaledwie trzy miesiące temu rzuciła żona, jego córka pojawia się i znika niczym zjawa, a ojciec nagle dostaje sklerozy.

wtorek, 29 marca 2011

Anne Holt : "Ślepa bogini"



 Wydawnictwo : Prószyński i S-ka 2011
 Tytuł oryginału : "Blind Gudinne"
 Język oryginału : norweski
 Przekład : Iwona Zimnicka
 Liczba stron : 336
 Ocena wciągnięcia : 6
 Ocena ogólna : 5,5

 RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE

    Anne Holt to norweska autorka kilkunastu powieści, głównie kryminałów. W swoim dorobku ma dwie serie i kilka oddzielnych powieści. "Ślepa Bogini" zapoczątkowuje cykl o policjantce Hanne Wilhelmsen.
    Do debiutów nigdy nie podchodzę z dystansem - tak też było w przypadku "Ślepej Bogini", która - o czym dowiedziałam się dopiero po przeczytaniu książki - jest pierwszą książką Anne Holt, wydaną w 1993 roku. Autorka napisała ten utwór w tak profesjonalny sposób (skończyła prawo na uniwersytecie w Oslo), że w ogóle nie odczułam, iż czytam debiut.
       Oslo, Norwegia. Karen Borg, młoda prawniczka, planowała urządzić sobie zwyczajny, odprężający spacer. Zamiast tego trafiła na makabryczną zbrodnię, która nią wstrząsnęła - znalazła bowiem martwego narkomana bez twarzy. W zasadzie.. nic niezwykłego - morderstwa się zdarzają, ten nie byłby wyjątkiem, gdyby kilka dni później adwokat ofiary nie zostałby zamordowany we własnym domu. Policja rozpoczyna śledztwo, które wcale nie okaże się łatwe.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Hanne Orstavik : "Miłość"


Wydawnictwo : Smak Słowa 2009
Seria z przyprawami
Liczba stron : 130
Ocena wciągnięcia : 4,5
Ocena ogólna : 4,5






 Czy rodzina bez miłości może być szczęśliwa? I czy w ogóle w rodzinie może brakować tej najważniejszej rzeczy? Jak to jest, że między matką a dzieckiem nie ma nic poza nazwiskiem, więzami ?
     Czytając "Miłość" zadawałam sobie ciągle powyższe pytania. Nie wyobrażam sobie braku miłości, uczucia między mną a moją mamą - a Wy? 
   Mały Jon wraz ze swoją matką, Vibeke, niedawno przeprowadzili się do malutkiej miejscowości na północy Norwegii. Panują tam nieustanne mrozy, cały rok zima i śnieg, lato pojawia się tylko w wyobraźni mieszkańców. Jon, który następnego dnia kończy dziewięć lat i nie może doczekać się tej chwili, wychodzi na miasto w ten ciemny, mroźny wieczór. Dom pozostaje pusty, bo i Vibeke wyprawia się do biblioteki. Żadne z nich nie wie, gdzie jest tak naprawdę drugie - czy matka może nie wiedzieć, że syna nie ma w domu, skoro sama w nim była? Niestety tak. Świadczy to o braku zainteresowania z jej strony. I między innymi o tym jest ta książka. 
      Czytelnik jest świadkiem wędrówki obojga przez zimowy, mroczny krajobraz; wędrówki, w trakcie której matka i syn nie spotykają się i której finał okaże się tragiczny. *[1]