Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

,,Wyścig", reż. Ron Howard


  Premiera: 8 listopada 2013 (Polska)
  Produkcja: USA, Wielka Brytania, Niemcy
  Reżyseria: Ron Howard
  Scenariusz: Peter Morgan


Starcie dwóch przeciwności, niczym ogień i woda. Determinacja, niezależność, adrenalina, szybkość. Hałas odpalanego silnika. Ogromna siła wiatru, tym większa, im większa prędkość. Moment ekscytacji, gdy w tylnych lusterkach widać swoich przeciwników. I niewyobrażalne pragnienie zwycięstwa. 
Nikki Lauda i James Hunt to dwie zupełnie inne osobowości. Nikki, spokojny, opanowany, pracowity, zawsze pewien swojej nieomylności. James - playboy, który nie ma nic do stracenia, luzak, zawsze wymiotujący przed wyścigiem. Dzieli ich wszystko. Łączy tylko jedno -  pragnienie zwycięstwa. 
Nawet stosunek do żony jest absolutnie odmienny u obu charakterów - Nikki kocha i szanuje drugą połówkę, James swoją poniewiera i ignoruje. 
Tych dwóch bohaterów słynie z niekończącej się rywalizacji o tytuł mistrza świata w Formule 1. Jest rok 1976, Lauda broni tytułu - czy mu się uda? To się okaże po wyścigu w Japonii, wówczas niebezpiecznie deszczowej. 
Ron Howard, jako reżyser, oraz Peter Morgan w roli scenarzysty, doskonale się spisali. Jeżeli chodzi o jego techniczną stronę, to uważam, iż należą się owacje na stojąco. Aktorzy zostali dobrze dobrani, sceny wyścigów są rewelacyjnie zmontowane, dobre ujęcia, realizm. Natomiast kwestia przekazu i psychologii filmu wywołała u mnie lekką dezorientację. Otóż spodziewałam się utworu typowo sportowego - pędzące bolidy, okrzyki dziennikarzy i kibiców. Wszystko to otrzymałam, a ponadto autorzy zaserwowali inną jazdę - jazdę na emocjach. 
Ekranizacja ma pod tym względem wiele walorów. Pozwala nam wraz z bohaterami przeżywać różne przygody, daje chociaż maleńką namiastkę tego, jakie to uczucie jechać bolidem z 500 końmi mechanicznymi. Wyścig to, wydawałoby się niekończąca, droga upadków i wzlotów, opowieść o priorytetach, o poświęceniu, odwadze, rywalizacji. Film daje do myślenia, wzrusza, rozbawia, szokuje. Mnie bardzo często przechodziły dreszcze w niektórych momentach. I mimo iż początkowo nie byłam zainteresowana tym dziełem filmowym, to w kluczowych  scenach nie mogłam się oderwać. 
Wyścig ma niewątpliwą zaletę - bardzo wartką akcję. Ciągłe jej zwroty sprawiają, że oglądający jeszcze bardziej się ekscytuje. Tutaj nie można się nudzić! Czas i wydarzenia pędzą niemalże tak szybko, jak bolidy na torach wyścigowych. 


Uważam, że warto wydać kilkanaście złotych na obejrzenie tego filmu. Według mnie spełnia on wszystkie wymagania dobrej ekranizacji - jest pełen zwrotów akcji, nie nudzi, wciąga, wzrusza, zadziwia. Oczywiście można poczekać, aż stanie się on dostępny w internecie, ale gwarantuję - to nie to samo, co w kinie. 

piątek, 15 listopada 2013

,,Rodzina Addamsów", reż. Barry Sonnenfeld


 Premiera: 22 listopada 1991
 Reżyseria: Barry Sonnenfeld
 Scenariusz: Caroline Thompson, Larry Wilson, Charles Addams, David Levy
 Produkcja: USA

  O ekscentrycznej rodzinie dziwaków, która mieszka w ogromnym, tajemniczym domu, słyszał chyba każdy. Na podstawie komiksów Charlsa Samuela Addamsa powstało bardzo dużo ekranizacji - trzy części filmu, a także cztery seriale, z czego dwa animowane. Ja dopiero kilka dni temu zainteresowałam się filmem i postanowiłam go obejrzeć. 
Pod nazwiskiem Addams kryje się głowa rodziny, Gomez, Hiszpan, z uwodzicielskim wąsikiem, optymista i romantyk. Jego żona, Morticia, gotka odziana zawsze w czarną suknię, podnieca się na myśl o bólu. Para ma dwójkę dzieci - Wendesday, sadystka, która uwielbia znęcać się nad swoim bratem - Pugsleyem, uroczym grubaskiem, dzielnie znoszącym zabawy siostry. Lokaj Lurch to przypominający Frankensteina olbrzym, wiernie towarzyszący rodzinie. Kolejnym członkiem pokręconej familii jest Rączka - odcięta [?] dłoń, kolejny przyjaciel familii. Pewnego dnia w posiadłości pojawia się zaginiony dwadzieścia pięć lat wcześniej brat Gomeza, Fester. 
Dawno się tak nie uśmiałam przy filmie! Ta czarna komedia podbiła moje serce. Pokochałam bohaterów, a zwłaszcza Wendesday, która mimo młodego wieku jest zawsze poważna i z kamienną twarzą. Również wuj Fester, gruby łysol z komicznymi worami pod oczyma, wydał mi się bardzo uroczy. 
,,Rodzina Addamsów" to parodia horroru - jest raczej zabawna, niż straszna. Znajduje się tu cała plaga śmiesznych, groteskowych scen, które u wielu mogą wywołać zmieszanie. Mnie się bardzo podobało - zaczęłam wczoraj oglądać drugą część, jednakże z powodu zmęczenia usnęłam w połowie. 

Ostatnio chyba nie mam weny do pisania. Podczas pisania miałam okropną pustkę w głowie! Za to z czytaniem u mnie bardzo dobrze, obecnie czytam drugą część fenomenalnej ,,Achai" i Ziemiański trzyma poziom. Wkrótce recenzja :) To tak ad rem

sobota, 5 października 2013

,,Clerks", ,,Clerks 2" reż. Kevin Smith


Premiera:  3 października 1997; 20 października 2006
Reżyseria: Kevin Smith
Scenariusz: Kevin Smith
Produkcja: USA

Dante Hicks (Brian O'Halloran) to młody sprzedawca, który pewnego dnia, który miał być dla niego wolny, musi zjawić się na zastępstwo w pracy do godziny 12. Głównym problemem mężczyzny jest jego niezdecydowanie - Dante tak naprawdę sam nie wie, czego oczekuje od życia. Wraz ze swoim przyjacielem Randalem (Jeff Anderson), pracującym w pobliskiej wypożyczalni kaset video, spędza cały dzień w sklepie, rozmawiając o ,,Gwiezdnych Wojnach", kobietach, problemach i życiu. 
Podchodziłam do tego filmu nieufnie. Opis mnie nie przekonywał - no bo co w nim specjalnego? Facet, który nie wie, czego chce od życia, mazgaj, nieudacznik, a ja nie lubię takich typów. Czy jest chociaż niewielkie prawdopodobieństwo, że ,,Clerks" i ,,Clerks 2" mi się spodobają? - zastanawiałam się. 
Tak, spodobały mi się. Pierwsza część dużo mniej od drugiej, a to dlatego, że w ,,Clerks 2" akcja jest dynamiczna i, jak było w przypadku pierwszej części, nie skupia się w tylko jednym miejscu. W ,,Clerks" bowiem cały film odgrywał się w sklepie ,,ze wszystkim" - przychodzili klienci, prowadzone były różne dialogi, bo to właśnie na nich skupiał się utwór. Dla mnie takie rozwiązanie reżysera było nieszczególnie interesujące. Mimo wszystko puenta ,,Clerksa" dała mi wiele do myślenia, a przy tym nie nudziła - została przedstawiona z humorem. Pamiętajmy, abyśmy nigdy nie spoglądali w przeszłość. Skupmy się na tym, co jest teraz, i co dopiero nastąpi. 
Jak już wspomniałam, ,,Clerks 2" wywarł na mnie znacznie większe wrażenie. Otóż tutaj Dante pracuje w barze szybkiej obsługi w New Jersey. Widocznie nauczył się, aby nie oglądać się za siebie, bo oświadcza się swojej dziewczynie i zamierza wyjechać z nią na Florydę i zacząć nowe życie. Nic nie jest jednak takie łatwe, jakby się mogło wydawać - na drodze Dantego pojawią się różne przeszkody, a także... oryginalny wieczorek pożegnalny zorganizowany przez znanego nam już z pierwszej części filmu, przyjaciela Dantego - Randala. 
Warto zwrócić uwagę na zabawne i błyskotliwe dialogi, które widocznie są konikiem Smitha. Nieraz zdarzało mi się wybuchać nieposkromionym śmiechem, gdy aktorzy ledwie wypowiedzieli swoje kwestie. To zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na mój ogólny odbiór obu dzieł. 
W kontynuacji reżyser, Kevin Smith, nie zapomniał o wzruszającym zakończeniu - zawsze bądźmy odpowiedzialni za własne życie. Ta pozornie banalna prawda jest często w dzisiejszym świecie zapominana. 




piątek, 13 września 2013

,,Dziewiąte wrota", reż. Roman Polański


 Premiera: 4 luty 2000
 Reżyseria: Roman Polański
 Scenariusz: Roman Polański, John Brownjohn, Enrique Urbizu
 Produkcja: Francja, Hiszpania, USA


 Kiedy zapoznałam się z opisem filmu ,,Dziewiąte wrota", poczułam się zaintrygowana. I nie, nie chodzi o Johnnego Deepa, on na mnie nie robi absolutnie żadnego wrażenia. Rzecz w tym, że to film o książkach, o bibliofilu, a przy okazji poruszający tematy satanistyczne... Czemu nie. Włączyłam. 
Dean Corso (Johnny Deep) to bibliofil. Jego konikiem jest odnajdywanie bezcennych starodruków. Jeden z bogatych kolekcjonerów literatury, Boris Balkan (Frank Langella) zleca mu odszukanie dwóch, jedynych poza jego własnym, egzemplarzy księgi ,,Dziewięć Wrót Królestwa Cieni". Autor dzieła został spalony na stosie za przypuszczalne kontakty z szatanem. 
Corso wyrusza w podróż na poszukiwania tajemniczych ksiąg. Nie spodziewa się, jak niebezpieczny może się okazać ów wojaż, ani jakie będą jego konsekwencje. Napotka na swojej drodze ludzi-zagadki. 

Roman Polański po raz kolejny udowodnił, że kunszt i klasa towarzysząca filmom, które wyreżyserował, może porwać, zaskoczyć oraz zachwycić. Powraca do tematyki poruszanej już wcześniej w jego ekranizacji ,,Dziecko Rosemary", gdzie tytułowa bohaterka urodziła dziecko diabła. Tym razem wspomniany szatan nie objawia się jako niewinny noworodek, ale jako istota wszechobecna, która może być autorem tajemniczej księgi. Muszę jednak przyznać, iż motyw występujący w ,,Dziecku Rosemary" w 1967 roku wypadł znacznie lepiej, niż w dużo nowszych ,,Dziewiątych wrotach". Porównując oba zakończenia, ,,Dziewiąte wrota" wypadają bardzo słabo, podczas gdy ,,Dziecko Rosemary" trzymało w napięciu do samego końca. 
Mimo wszystko cały film - jego niepowtarzalny klimat i wzrastające napięcie, przysłoniły słabe i kiczowate zakończenie. I przyznaję bez bicia - bałam się! A to już nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę fakt, że naprawdę mało jest utworów, zarówno tych filmowych jak i literackich, które mogłyby wywołać u mnie strach. 
Powracając jeszcze do klimatu, o którym wspomniałam słowo - zrobił na mnie niesamowite wrażenie, ponieważ cały czas można było odczuć tę zagadkowość, tajemniczość, a także, co ciekawe, zapach starych książek! Właśnie tak, oglądając ,,Dziewiąte wrota", gdzie pokazane były przepiękne zbiory zakurzonych ksiąg, wyobrażałam sobie, że to JA ich dotykam, czuję w dłoniach zżółciały, szeleszczący papier, JA je wącham i do moich nozdrzy dociera zapach kurzu, kartek i starości, JA przechadzam się między regałami wypełnionymi perłami literackimi. 
Film ,,Dziewiąte wrota" zrobił na mnie niemałe wrażenie. Pomijając naprawdę kiepskie zakończenie, które mnie rozczarowało, uważam ten czas za dobrze zagospodarowany. Polański po raz kolejny się popisał. Polecam. 

sobota, 10 listopada 2012

Stwierdziłam, że nie ma sensu pisać dwóch osobnych notek na temat tych filmów - żaden z nich tak naprawdę nie pozostawił mnie z mądrymi refleksjami, którymi chciałabym się z Wami podzielić, więc rozpisywać się nie będę. ,,Dziewczyna moich koszmarów" oraz ,,Ostatni dom po lewej" to po prostu dwa przyjemne, rozluźniające zabijacze czasu. 

Eddie (Ben Stiller), dotychczas nieszczęśliwy samotnik, pod presją otoczenia żeni się z zabawną, młodą Lilą (Malin Akerman) i wyrusza z nią na wymarzony miesiąc miodowy. W czasie podróży okazuje się, że między ,,zakochaną" parą jest wiele różnic - mężczyzna dowiaduje się o wybrance prawdy, która, brzydko mówiąc, zwala go z nóg. Lila okazuje się być wstrętną, rozkapryszoną babą, która w dodatku nie grzeszy rozumem. Tymczasem Eddie poznaje Mirandę (Michelle Monaghan), kobietę swoich marzeń i jest pewien, że to jest to. Tylko jak powiedzieć swojej żonie, że chce rozwodu? 
,,Dziewczyna moich koszmarów" (reż. B. Farrelly, P. Farrelly) to bardzo zabawny, wywołujący niespodziewane wybuchy śmiechu film o miłości, niezdecydowaniu i pechu. Myślę, że jednym z jego najoryginalniejszych cech  jest początek - taki, który w wielu innych komediach romantycznych stanowi zakończenie akcji. Wymarzona kobieta, małżeństwo, podróż do egzotycznego miejsca... Natomiast w ,,Dziewczynie moich koszmarów" to dopiero wstęp. 
Film polecam do obejrzenia w ramach relaksu i poprawienia sobie nastroju - bo każdy czasem potrzebuje takiej lekkiej, śmiesznej komedii, pozwalającej na zapomnienie o własnych problemach. ,,Dziewczyna moich koszmarów" sprawdzi się w tej roli idealnie. Przy okazji, taka mała zachęta - smarowanie się ropą naftową zamiast filtrem podczas opalania wyłożyło mnie na łopatki, chyba nigdy nie zapomnę tej sceny :) 

Może nieco przesadziłam pisząc, że ,,Ostatni dom po lewej" (reż. D. Iliadis) to przyjemny i rozluźniający zabijacz czasu. Wrażliwym na widok krwi ludziom absolutnie ten film nie umili wieczoru - wręcz przeciwnie, tylko niepotrzebnie podniesie ciśnienie, a ja nie chcę być odpowiedzialna za żadne późniejsze konsekwencje ;) Od razu więc uprzedzam, że ten utwór przedstawia dużo agresywnych zachowań, bijatyk, siekanek i rozlewu czerwonej cieczy. 
,,Ostatni dom po lewej" zaczęłam oglądać w przerwie reklamowej ,,Dziewczyny z moich koszmarów" - zobaczyłam fragment, który mi się spodobał, więc stwierdziłam, że bardzo chętnie zapoznam się z całością. Chciałam jednocześnie dokończyć ,,Dziewczynę...", pojawił się więc mały problem. Ale nie dla mnie! Spostrzegłam, iż o 1:55 tej samej nocy i na tym samym kanale telewizyjnym będzie emitowany po raz kolejny thriller ,,Ostatni dom po lewej". Zdecydowałam, że wytrzymam i poczekam, chociaż między jednym a drugim filmem były prawie dwie godziny przerwy (które zajęłam oglądaniem piątej części Harry'ego Pottera). Wytrzymałam i poczekałam. 
W ramach wypoczynku siedemnastoletnia Mari (Sara Paxton) wraz z rodzicami przyjeżdża do domu położonego na odludziu. Chcąc wieczór spędzić z przyjaciółką, dziewczyna wyjeżdża do miasta. Koleżanki spotykają chłopaka oferującego im naprawdę dobre zioło. Cóż mają robić, zrezygnować z takiej okazji? Razem z Justinem, bo tak ma na imię nowy kolega dziewcząt, wybierają się do jego mieszkania. Nigdy by się nie spodziewały, że ten dzień być może będzie ich ostatnim... 
Mari i jej koleżanka, przesiadując z Justinem w motelu, nie wiedzą, że ten pokój to kryjówka socjopatycznych bandytów, którzy, zastawszy je tam, porywają nastolatki, a następnie torturują i gwałcą. Jedynym ratunkiem Mari jest dotarcie do domu i rodziców, jednakże jej napastnicy nieświadomie znajdują schronienie w tym domu - ostatnim domu po lewej. 
Film ten owszem, jest wciągający i momentami przerażający, aczkolwiek nie wywarł na mnie oczekiwanego wrażenia. Co prawda motyw zdesperowanych i rozwścieczonych rodziców był niczego sobie, ale nic więcej. Niektóre fragmenty zdawały się być pozbawione jakiejkolwiek logiki.  
,,Ostatni dom po lewej" to utwór bardzo mocna, szokująca i obrzydliwa, zdecydowanie nie dla ludzi o słabych nerwach - przykładem jest chociażby scena gwałtu, ciągnąca się nieubłaganie, podczas której wrażliwym widzom może się nawet zbierać na wymioty. Ogólnie rzecz biorąc - film niezły, ale bez rewelacji. 

poniedziałek, 5 listopada 2012


Kiedy zrecenzowałam ,,Jesteś bogiem", moi Czytelnicy okazali zadowolenie z tego pomysłu, z czego ogromnie się cieszę. Postanowiłam więc, że od czasu do czasu będę pisała o  film.
Na ,,It's kind of a funny story" (,,Całkiem zabawna historia") trafiłam zupełnym przypadkiem. Przeglądając facebook'owe śmietki zobaczyłam to -> zdjęcie, które zachęciło mnie do sięgnięcia po całość.
Piętnastoletni Craig (Keir Gilchirst) cierpi na depresję i od dawna ma myśli samobójcze. Szukając ucieczki od problemów, dobrowolnie prosi o - ba! domaga się - zapisania na oddział psychiatryczny. Zgłoszenie zostaje pozytywnie rozpatrzone, a przyjęty już chłopak poznaje na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi - dorosłego (bo oddział dziecięcy akurat w remoncie) już Bobby'ego (Zach Galifianakis) i kilkunastoletnią Noelle (Emma Roberts). W ciągu obowiązkowych pięciu dni pobytu Criag zmienia swój światopogląd i zaczyna dostrzegać promyki słońca wydostające się zza szaroburych chmur. 
Na początku było dziwnie. No bo jak to, piętnastolatek, dla którego apogeum szczęścia byłaby śmierć, zgłasza się na oddział psychiatryczny? Dobrowolnie? Szczerze mówiąc, gdybym była na jego miejscu, unikałabym takich miejsc jak diabeł wody święconej. Starałam się być jednak wyrozumiała - może dzieciak miał być wyjątkowo inteligentny i dlatego ruszył głową, a nie sznurem (wybaczcie czarny humor;) albo nagle zaczął odczuwać, że stracił kontrolę i po prostu musiał coś z tym zrobić. 
Po upływie kolejnych minut filmu zmieniłam nieco zdanie na ten temat. Dałam się wciągnąć, pozwoliłam czarowi ,,It's kind of a funny story" zapanować nad moim umysłem. Film ten ma bowiem swój osobliwy urok - mimo smutnej, a nawet przerażającej tematyki miał w sobie tyle ciepła, pozytywnych emocji, humoru i mądrości, ile nie ma żadna komedia romantyczna. Ta dowcipna, dająca do myślenia opowieść o dorastaniu znacznie poprawia samopoczucie i pozwala uwierzyć, iż nawet z najgorszej sytuacji można znaleźć wyjście, ale tylko, jeśli się tego chce. 
,,Ten, kto nie jest zajęty rodzeniem się, jest zajęty umieraniem."
Tę mądrą sentencję rozesłałam sms'em do najbliższych znajomych, zapisałam sobie na dużej kartce, a nawet, co zdarza mi się wyjątkowo rzadko, opublikowałam na swoim facebook'owym profilu. Należy bowiem pamiętać, że w życiu nie da się stać w miejscu - albo rozwijamy się, albo cofamy. Co wybierzesz? 



poniedziałek, 24 września 2012

,,Jesteś bogiem" reż. Leszek Dawid [2012]


 Premiera: 21 września 2012 
 Reżyseria: Leszek Dawid
 Scenariusz: Maciej Pisuk 
 Produkcja: Polska
 Gatunek: Biograficzny; muzyczny; dramat społeczny
 Czas trwania: 1h 50min

O fenomenie filmu ,,Jesteś bogiem" wspominać chyba nie trzeba. W ciągu trzech dni od premiery, w kinie dwie godziny swojego życia spędziło tysiące osób - oczywiście oglądając tenże utwór. Wszyscy fani jednego z najpopularniejszych polskich zespołów hip-hopowych, Paktofoniki, nie mogli doczekać się dnia, w którym na ekranach naszych ojczystych sal kinowych wyświetli się ,,Jesteś bogiem". Czy ta ekscytacja okazała się zasłużoną? 
Film przedstawia losy trzech młodych mężczyzn - Piotra Łuszcza, czyli Magika (Marcin Kowalczyk), Wojciecha Alszera - Fokusa (Tomasz Schuchardt) oraz Sebastiana Salberta - Rahima (Dawid Ogrodnik). Nie jest to jednak zwykły dramat społeczny - demonstruje nam on początki popularnego, acz nieistniejącego już zespołu muzycznego Paktofonika. Ukazuje trudy i zmagania kolegów z Mikołowa i Katowic, którzy za wszelką cenę dążą do osiągnięcia wyznaczonego sobie celu - stania się głosem wszystkich młodych Polaków. I mimo chwil zwątpienia, słabości, Magik, Rah i Fokus zaistnieli, o czym wiemy do dziś. 
Nie jestem wielkim amatorem hip-hopu. Owszem, znam Paktofonikę, od czasu do czasu słucham ich piosenek, aczkolwiek nigdy dotąd nie zagłębiałam się w historię powstania tego zespołu. Nie planowałam nawet wyjazdu do kina na film ,,Jesteś bogiem" - cały ten szał chciałam po prostu ominąć. Decyzja podjęta została spontanicznie, w ciągu pięciu minut i stwierdziłam, iż z chęcią zobaczę owoc pracy Macieja Pisuka i Leszka Dawida. Zobaczyłam. 
Film bardzo mi się podobał. Uważam, że nie trzeba być wielkim fanem Paktofoniki, aby go obejrzeć i zrozumieć - wręcz przeciwnie, ,,Jesteś bogiem" to świetna ekranizacja tego, co było kiedyś i czego pozostałości trwają do dnia dzisiejszego. Ponadto jest to świetny obraz przeciętnego, blokowego życia w Polsce - szaro-bure osiedla, dzieciaki grające w piłkę, bójki, problemy młodzieży. Nie znajdziemy tu wyidealizowanych postaci, bo każdy ma jakieś słabości. Nie oczekujmy również filmu, w którym przedstawione będzie szybka i krótka droga do sławy, bo tego nie otrzymamy. 
Ano właśnie, ta droga poruszyła mnie chyba najbardziej. Mimo że film obejrzałam już wczoraj i miałam wiele czasu na przemyślenia, wciąż nie potrafię sprecyzować i przedstawić pisemnie moich odczuć, refleksji - ale prawdopodobnie nigdy nie będę umiała.
Na każdym kroku spotykamy sławnych ludzi - może nie osobiście, ale w telewizji, radiu, Internecie. Często jesteśmy świadomi, iż ,,gwiazdy" te na wszystko, co osiągnęły, zapracowały samodzielnie - bez pomocy finansowej, bez znajomości, bez kompletnie niczego. To start z pustego miejsca. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, jak trudne jest dojście do celu - to ta droga, o której pisałam dwa akapity wyżej. Droga pełna zakrętów, chwil słabości, wypełniona ludźmi, którzy chcą nas oszukać i zapędzić w kozi róg. Uważam, że film ,,Jesteś bogiem" perfekcyjnie oddaje rzeczywistość nawet pod tym względem. 
,,Jesteś bogiem" to świetna ekranizacja oraz fenomenalna biografia trójki młodych artystów. Nie wiem, czy kubek w kubek oddaje prawdę - ale według mnie jest to najmniej istotne. Ważniejszy jest przekaz, który mówi nam, abyśmy mimo przeciwności i trudności nie poddawali się nigdy.

Dwa utwory zespołu Paktofonika:




sobota, 10 marca 2012

Top 10: ulubione bohaterki filmów i seriali

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć ulubionych bohaterek filmów i seriali!

Bardzo dawno mnie tutaj nie było. Nie czytam ostatnio książek - nie mam ani czasu, ani ochoty. Taki zastój jak co roku o tej porze. Mam nadzieję, że mi wybaczycie;) 

1. Effy Stonem z serialu Skins

Nie ma mowy, żebym nie umieściła jej na pierwszym miejscu. To bohaterka, z którą się bardzo utożsamiam, co niekoniecznie jest dobre. Mam fioła na punkcie Effy. 






2. Serena van der Woodsen i Blair Waldorf z serialu Gossip Girl

3. Dorota Kishlovsky z serialu Gossip Girl

4. Michelle z serialu Skins

5. Bridget Jones z filmów ,,Dziennik Bridget Jones" oraz ,,Bridget Jones. W pogoni za rozumem"

6.  Jane Rizzoli z serialu ,,Rizzoli&Isles"

7. Marissa Cooper z serialu ,,The O.C"

Uznałam, że nie warto na siłę umieszczać w Top 10 dwóch ostatnich postaci tylko po to, aby była pełna dziesiątka. Skoro nie przychodzą mi do głowy, to chyba do ulubionych nie należą, prawda? :) 



środa, 6 lipca 2011

"Maczeta", reż. Ethan Maniquis, Robert Rodriguez


  Premiera : 26 listopada 2010 r. 
  Reżyseria : Ethan Maniquis, Robert Rodriguez
  Scenariusz : Alvaro Rodriquez, Robert Rodriguez 
  Produkcja : USA 
  Gatunek : Akcja 
  Moja ocena : 5/6 


       Robert Rodriguez to amerykański reżyser. Każdy amator kina akcji (i nie tylko) z pewnością słyszał o tym nazwisku. Człowiek ten jest reżyserem między innymi "Od zmierzchu do świtu", "Desperado" i "Małych agentów". 
       Maczeta (Danny Trejo) to agent federalny ukrywający się w Stanach Zjednoczonych - ma bardzo wielu wrogów. Jest tytułowym mścicielem i mistrzem w posługiwaniu się bronią sieczną, a w swej skórzanej kurtce nosi czterdzieści cztery noże. Nie ma nic do stracenia. Jednym z jego przeciwników jest John McLaughlin (Robert De Niro), senator z Teksasu, który wykorzystał Maczetę, bardzo go tym rozwścieczając. Kolejnym wrogiem głównego bohatera jest Torrez (Steven Seagal) - szef narkotykowej bandy. Jest również ścigany przez piękną agentkę urzędu imigracyjnego, Sartanę Riverę (Jessica Alba).
          I.. nie wiem, jak zacząć. Ostatnio wyszłam z wprawy jeśli chodzi o pisanie recenzji. Wszystkie wydają mi się takie same, standardowe, klasyczne, wręcz nudne, a chciałabym coś zmienić. Wymienię więc wszystkie zalety i wady filmu.

poniedziałek, 4 lipca 2011

"Teza", reż. Alejandro Amenabar



Premiera : 12 kwietnia 1996 r.
Reżyseria : Alejandro Amenabar
Scenariusz : Alejandro Amenabar, Mateo Gil
Produkcja : Hiszpania
Gatunek : thriller
Moja ocena : 4/6


     Alejandro Amenabar jest jednym z najodważniejszych reżyserów hiszpańskiego kina. To twórca między innymi "Agory", "Innych" i "W stronę morza". "Teza" to jego debiut reżyserski, film ten poprzedzają jedynie dwa utwory krótkometrażowe. Unika on uproszczeń, w sposób bezpośredni i odważny przekazuje prawdę o świecie zła i brutalności, problemach dotyczących współczesnego świata. Myli się jednak ten, kto myśli, iż Amenabar swą śmiałość zdobywa wraz z postępem reżyserskim - otóż to jego wczesne filmy są najbardziej radykalne w formie. 
         Angela Marquez (Ana Torrent) to młoda studentka szkoły filmowej. Jest w trakcie pisania pracy dyplomowej na temat przemocy na ekranach, dokładniej - zajmuje się analizowaniem popularności tzw. filmów snuff, czyli amatorskich nagrań przedstawiających torturowanie i mordowanie przypadkowych ofiar. Aby zdobyć materiały potrzebne do swej pracy, dziewczyna zwraca się o pomoc do dziwaka i odludka zafascynowanego przemocą i posiadającego pokaźne zbiory tego typu filmów - Chemy (Fele Martinez). Przeglądając materiały z uniwersyteckiej wideoteki, oboje natrafiają na ślad wspomnianych wyżej filmów snuff. Odkrywają, iż ofiarą pokazaną na nagraniu jest Vanessa - studentka, która zaginęła dwa lata wcześniej. Gdy Angela i Chema trafiają na trop grupki osób realizujących podobne produkcje, są w niebezpieczeństwie - kto wie, czy za cel kolejnych tortur nagrywający nie obiorą któregoś z nich? 

niedziela, 17 kwietnia 2011

"Diabeł", reż. J. E. Dowdle


  Premiera : 16 września 2010 r.
  Reżyseria : John Eric Dowdle
  Scenariusz : Brian Nelson
  Produkcja : USA
  Gatunek : thriller/horror
  Moja ocena : 4,5/6


     "Diabeł" (ang. "Devil") został stworzony przez obiecujący duet braci Drew i Johna Erica Dowdle'ów. Przyznaję bez bicia - spodziewałam się kiczowatego horroru typu "30 dni mroku", gdzie siekanka, krew i sztuczny strach to cechy dominujące. Kiedy wczoraj w nocy (uwielbiam nocne seanse, zwłaszcza z dreszczykiem) obejrzałam "Diabła", byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. 
         Piątka pozornie przypadkowych ludzi zatrzaskuje się w windzie jednego z drapaczy chmur : starsza pani (Jenny O'Hara), mechanik (Logan Marshal - Green), ochroniarz (Bokeem Woodbine), młoda kobieta (Bojana Novakovic) oraz sprzedawca (Geoffrey Arend). Wszystko zdaje się być pod kontrolą, gdyby nie krzyki jednego z pasażerów tuż po zgaśnięciu światła, które co chwila miga złowrogo. Okazuje się, że nic nie dzieje się bez przyczyny, jedna osoba z uwięzionych jest... diabłem.