Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczta Wyobraźni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczta Wyobraźni. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2014

Caitlin R. Kiernan: ,,Tonąca dziewczyna"


 Wydawnictwo: MAG 2014 
 Język oryginału: angielski 
 Tytuł oryginału: 'The Drowning Girl' 
 Przekład: Paulina Braiter 
 Liczba stron: 289

Przed przeczytaniem poniższej recenzji nalegam, abyście obejrzeli ten trailer. (Niestety blogger miał problem ze znalezieniem go w wyszukiwarce, dlatego nie został tu umieszczony bezpośrednio.)  

Już? Dziękuję.

Podobno pierwsze słowa w recenzji są najtrudniejsze do napisania. Pomyślcie zatem, że ten wpis składa się w całości z pierwszych słów, bo do stworzenia go zbieram się od wczoraj i wciąż mam pustkę w głowie. 

Tonąca dziewczyna to dziennik prowadzony przez Indię Morgan Phelps, dla przyjaciół Imp. Właścicielka jest schizofreniczką, ma rozdwojenie jaźni, Nie potrafi zaufać swoim myślom, nie wierzy swojemu umysłowi. Choroba w jej rodzinie jest dziedziczna - jej matka i babka "obdarowały" Imp zaburzeniami umysłowymi. To dlatego dziewczyna musi teraz zmagać się z własnym ja, nieustannie stawać między prawdą a faktem (i to wcale nie jest to samo, co Imp szybko wyjaśnia) i na każdym kroku spotykać się z syreną i wilkiem. 

W Tonącej dziewczynie nic nie jest oczywiste i bezpośrednie. Niemalże każdy akapit zmusza do myślenia, wypełniony licznymi metaforami, symbolami i metafizycznymi rozmyślaniami. Nawet narracja nie jest tu prosta - choć pierwszoosobowa, nie pozwala w pełni uwierzyć narratorce, która często ma podwójne wspomnienia tego samego wydarzenia, wdaje się w konwersację sama ze sobą. Imp jest zagubiona i sprawia, że czytelnik również się tak czuje. Jej słowa wywołują mętlik w głowie, który pozostaje na długo po zamknięciu książki. 

"Zawsze jest jakaś syrena, próbująca śpiewem sprawić, abyśmy rozbili swój statek." 
http://greygirlbeast.livejournal.com/800692.html
 W książce jest dużo opisów obrazów, chociażby tytułowego - "Tonącej dziewczyny" Philipa Georga Saltonstalla (1898)(umieszczony po prawo). Są precyzyjne, pozwalają na wyobrażenie sobie dzieła. Narratorka również jest artystką: chociaż zarówno maluje, jak i pisze opowiadania, sama siebie nazywa wyłącznie malarką, bo to lubi robić najbardziej. 

Tonącą dziewczynę można zaklasyfikować do podgatunku fantastyki, weird fiction. Jest przerażająca, niepokojąca, zmuszająca do głębokich refleksji, pełna mistycyzmu i magii, niedopowiedzeń. Chwilami ma się jej dosyć, pragnie się rzucić ją w najdalszy kąt, ale tylko po to, by za chwilę powrócić do lektury. Jest to bowiem historia, której nie da się całkowicie zrozumieć po pierwszym przeczytaniu, potrzeba dwóch, trzech, a może nawet więcej. 

,,Nie widziałam, by zbyt wielu z nich rozmawiało czy nawet czytało książkę albo gazetę. Niemal wszyscy byli zbyt zaprzątnięci swoimi gadżetami, by wdawać się w konwersacje. Pomyślałam o tym, jak  dziwne musi być takie życie. No, może nie dziwniejsze niż u kogoś, kto zawsze tkwi z nosem w książce, ale mnie wydawało się inne. Chłodniejsze, bardziej zdystansowane. Nie, sama nie wiem dlaczego tak uważam."
Tonąca dziewczyna to niesamowita, wzbudzająca całą gamę emocji książka. To kawał znakomitej prozy, do której chce się ciągle wracać, aby na nowo ją odkrywać. Wprowadzająca zamęt i niepozwalająca o sobie zapomnieć. Niepokojąca, niedosłowna, czasami straszna, ale wspaniała. Absolutnie obowiązkowa dla każdego. 


czwartek, 9 stycznia 2014


 Wydawnictwo: Mag 2013
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: 'The Portrait of Mrs. Charbuque. The Fantasy Writer's Assistant'
 Przekład: Robert Waliś
 Seria: Uczta Wyobraźni
 Liczba stron: 528

Uczta Wyobraźni to prawdopodobnie jedyna w Polsce seria wydawnicza, której niemalże wszystkie pozycje zachwycają zarówno laików, jak i starych wyjadaczy fantastyki. Wydawana przed wydawnictwo MAG w eleganckich, twardych okładkach, może stanowić imponującą kolekcję wyszukanych i starannie wyselekcjonowanych utworów. Miałam okazję przekonać się o tym, że Uczta Wyobraźni to nomen omen,czytając jedną z książek Jeffreya Forda. 
MAG serwuje nam dwie perły literackie zawarte w jednym egzemplarzu. Znajdziemy tu zbiór opowiadań pt. Asystentka pisarza fantasy oraz powieść Portret pani Charbuque. Swoją drogą, to wręcz dziwne, że w dobie utworów celowo rozbijanych na dwie, a nierzadko nawet na trzy części przez chciwość wydawnictw, MAG tak pomysłowo zespolił dwa dzieła jednego autora. 

Asystentka pisarza fantasy to ten typu zbioru opowiadań, w którym każdy tekst obejmuje zupełnie inną tematykę. Jest ich aż szesnaście, żaden nie ma więcej niż 20 stron (z wyjątkiem ostatniego, Jasnego poranka) - wystarczająco, aby wprowadzić czytelnika do świata przedstawionego, a zarazem nie na tyle dużo, aby nudzić. 
Opowiadania są bardzo różnorodne - znajdziemy tu zarówno fantasy, jak i science-fiction. Każde z nich przedstawia zupełnie inną historię. Teksty w Asystentce... mówią o losach chłopca próbującego zrozumieć ks. Rodzaju (Stworzenie) i planety zamieszkanej przez podobne do robaków stworzenia zakochane w filmach i dealujące kulami gnoju służącymi za afrodyzjak (Miasto Egzo-Szkieletów). Spotkamy się również z siedemnastoletnią miłośniczką słowa pisanego, która jest asystentką zamkniętego w sobie pisarza, który stracił wenę (tytułowe opowiadanie) oraz z pałacową świtą pragnącą pomóc swemu panu, księciu, odzyskać spokój ducha i szczęście (Reparata). Przekonamy się, jak wyglądają przejażdżki Jezusa i Diabła (W drodze do Nowego Egiptu), a także jak w świecie rzeczywistym radzą sobie zombie(Zombie Malthusiana). A teraz wyobraźcie sobie, że to tylko kropla w morzu ciekawych i oryginalnych historii z tego zbioru. Umysł Jeffreya Forda to kopalnia pomysłów.
Opowiadania Forda wywarły na mnie ogromne wrażenie. Podczas lektury niektórych z nich śmiałam się, inne mnie dziwiły i przerażały. Część utworów ma podłoże moralistyczne, na przykład Stworzenie, Asystentka pisarza fantasy, Słodki węzeł i Reparata. Po przeczytaniu musiałam zastanowić się nad puentą, którą pisarz przelał na papier niebezpośrednio. Moim zdaniem pozytywnie wpłynęło to na wartość książki. 
Opowiadanie Reparata to taka baśń dla dorosłych. Mamy tu pałac, księcia pogrążonego w smutku po stracie ukochanej i stworzenie zjadające stopniowo cały zamek. Ten utwór był jednym z lepszych. 
W zbiorku wydawnictwo umieściło komentarze autora do każdego z opowiadań. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podobało - mogłam dowiedzieć się, w jakich okolicznościach Ford pisał dany tekst i kim się inspirował (a tych drugich było sporo). Chyba nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym zabiegiem - utwierdził mnie w przekonaniu, że to wydawnictwo do książek podchodzi poważnie i z szacunkiem do czytelników.

Portret pani Charbuque to druga część książki. W przeciwieństwie do Asystentki..., to powieść licząca sobie ponad dwieście stron, której fabułę można opisać za pomocą cytatu z książki.

,, - Nie chciałbym wyjść na impertynenta, pani Charbuque, ale czy mogę spytać, dlaczego rozmawiamy rozdzieleni parawanem?

   - Ponieważ nie może mnie pan zobaczyć, panie Piambo. 
   - Jak zatem mam panią namalować, skoro pani nie widzę? - spytałem ze śmiechem. 
   - Sądzi pan, że zaproponowałabym tak olbrzymią sumę za zwyczajny portret? Nie brakuje mi pieniędzy, drogi panie, ale nie jestem rozrzutna.  
   - Wybacz pani, ale nic nie rozumiem. 
   - Ależ z pewnością pan rozumie, panie Piambo. Musi mnie pan namalować, mimo że mnie pan nie widzi.
   (...) 
   - Może mi pani opowiedzieć, jak sobie to wyobraża? 
   - Oczywiście. Będzie mnie pan tutaj odwiedzał, siadał przed parawanem i zadawał mi pytania. Na podstawie informacji,  które panu przekażę, mojego głosu i moich opowieści, stworzy pan w myślach mój wizerunek, a następnie przeniesie na płótno." 
 Portret... to dziecko zrodzone z połączenia sztuki, mistycyzmu, fantastyki, tajemniczości i ekscentryzmu. Dziecko fascynujące i urzekające, bo taka jest ta powieść. 

Autor posługuje się językiem prostym i plastycznym, a stworzone przez niego opisy otwierają umysł i sprawiają, że czytelnik ma prawdziwą... ucztę wyobraźni - dzięki licznym metaforom, porównaniom i epitetom miałam wrażenie, że razem z malarzem Pierem Piambem wysłuchuję kolejnych opowieści pani Charbuque, które, swoją drogą, były znakomite. Koniecznie chcę przeczytać jego trylogię Crey. 

Jeffrey Ford jest idealnym przykładem pisarza, któy ma świetne i niekonwencjonalne pomysły i realizuje je równie dobrze. Życzę samej sobie, abym w przyszłości na swojej drodze spotkała równie wspaniałe książki, które uczą spostrzegać świat inaczej, a Wam - abyście czym prędzej sięgnęli po Portret pani Charbuque. Asystentkę pisarza fantasy.