środa, 26 lutego 2014

Peter Watts: ,,Rozgwiazda"


 Wydawnictwo: Ars Machina 2013
  Język oryginału: angielski
  Tytuł oryginału: 'Starfish'
  Przekład: Dominika Rycerz-Jakubiec
  Liczba stron: 368
  Tom 1 trylogii Ryfterów

Istnieją książki, przy których możesz się rozpłakać. Są też takie, które Cię niemiłosiernie zirytują bądź skłonią do refleksji. Niektóre wywołają u Ciebie odrazę i niechęć, inne wzburzenie, zaintrygowanie, zdziwienie, a także całą gamę innych uczuć. Czy jednak zdawałeś sobie sprawę, że podczas czytania możesz się dusić? Nie, to nie metafora, chodzi o najprawdziwsze duszenie się - moment, w którym nie możesz złapać oddechu i masz wrażenie, iż ściany za chwilę Cię przygniotą. Jeśli o tym nie wiedziałeś, a teraz nie wierzysz - sięgnij po Rozgwiazdę. 

Na dnie Pacyfiku międzynarodowa korporacja wybudowała obiekt, który pozwoli na wykorzystanie energii geotermalnej tam nagromadzonej. Następnie wysyła załogę, składającą się z samych wyrzutków społeczeństwa. Nie bez powodu - otóż trzy tysiące metrów w głąb oceanu nie każdy sobie poradzi - ludzie nieprzystosowani do stresu nie będą tam pożyteczni. Ryfterzy mają za zadanie kontrolować generatory, a ponieważ człowiek nie przeżyłby w takich warunkach dłużej niż kilka sekund, naukowcy ich biologicznie modyfikują - umożliwiają im oddychanie dzięki tlenowi zawartemu w wodzie oraz znoszenie ciśnienia. 

Pierwsza część trylogii o Ryfterach to kawał dobrej, inteligentnej fantastyki naukowej. Pierwsze, na co czytelnik zwraca uwagę, to miejsce akcji - głębia oceanu, trzy kilometry pod ziemią. To bardzo nietypowe zagranie - fabuła książek science-fiction zazwyczaj odgrywa się w kosmosie, a "przełamanie" tej cechy wyszło bardzo oryginalnie i ciekawie. 

Rozgwiazda to bardzo klaustrofobiczna lektura. Bohaterowie znajdują się w stacji głębinowej, której wielkość zdaje się być zupełnie nieuzasadniona w stosunku do czasu, który ci mają tam spędzić - aż rok. Aby się przemieścić, trzeba się schylić, a uniknięcie kontaktu fizycznego, gdy w w korytarzu jest więcej niż jedna osoba, jest niemożliwe. Brzmi strasznie? To jeszcze nic. Po wyjściu na zewnątrz bynajmniej nie jest lepiej - mimo iż wydawałoby się, że ocean nie może przytłaczać i dusić, to światło słoneczne nie dochodzi do dna, a więc panuje tam całkowita ciemność, skrywająca ogrom niebezpieczeństw i pułapek. 

Peter Watts, który swoją drogą napisał wstęp z myślą o polskich czytelnikach, stworzył książkę, której klimat jest niepowtarzalny - tak mroczny, że Rosjanie i Niemcy z tego powodu nie zaakceptowali Rozgwiazdy. Tajemniczy, przerażający, budzący niepewność. 

Mimo iż w powieści znajduje się bardzo wiele informacji na temat biologii morskiej, autor skupia się głównie na naturze ludzkiej, która została tu zobrazowana w fenomenalny sposób. Główni bohaterowie to ludzie z dużym bagażem życiowym, wykraczający poza wszelkie normy, trudni do zrozumienia i niewzbudzający sympatii - chociażby jeden z nich, pedofil. Każdy z nich w jakiś sposób jest uzależniony od stresu, dlatego umiejscowienie ich trzy tysiące metrów pod ziemią zdaje się być dobrym pomysłem, zważywszy na fakt, że będą wykonywać powierzone zadania lepiej niż "normalni" ludzie. 

Autor dużą wagę przywiązuje do kontaktów międzyludzkich. To, w jaki sposób porozumiewają się ze sobą Ryfterzy, jak mierne mają relacje, mimo świadomości, że przez rok są zdani tylko na siebie, może przerażać i szokować. Co więcej - unikają się nawzajem jak ognia, byleby nie dopuścić do kontaktu fizycznego, byleby inni nie odkryli prawdziwego ja. Są niczym rozgwiazdy, które chowają się w zakamarkach skał i szczelinach - bohaterowie tej historii ukrywają w ten sposób swoje uczucia.

Rozgwiazda to rewelacyjna książka. Cieszyć może fakt, iż jest to dopiero pierwszy tom, a zatem powrót do tego toksycznego i specyficznego klimatu jest możliwy. Jeżeli lubicie trochę pomyśleć nad literaturą - koniecznie sięgnijcie po tę powieść, a gwarantuję, że się nie zawiedziecie. 

środa, 19 lutego 2014


 Wydawnictwo: Czarna Owca 2014
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: 'Help: I'm living with a boy'
 Przekład: Agnieszka Cioch
 Liczba stron: 240

Wielokrotnie słyszy się o tym, że mężczyźni stanowią przeciwieństwo kobiet. Ci pierwsi są prostolinijni, konkretni, zdecydowani, raczej rozsądni niż emocjonalni, czego nie można powiedzieć o przedstawicielkach płci pięknej. My mamy problem z podjęciem decyzji - co zjeść na śniadanie? Który szampon do włosów wybrać - wzmacniający, przyspieszający porost, powiększający objętość... Faceci, wchodząc do sklepu, myślą: muszę kupić szampon. 

Mimo to jedni bez drugich bardzo często nie wyobrażają sobie życia. Nic w tym dziwnego, bo jak mówi porzekadło - przeciwieństwa się przyciągają. I chociaż żyjemy w czasach, kiedy poradników dotyczących prób zrozumienia płci przeciwnej jest od groma i jeszcze trochę, wciąż mamy kłopoty z komunikacją i wzajemnym zrozumieniem. Czy Jak poskromić Piotrusia Pana wyróżnia się czymś wśród reszty książek o tej tematyce? 

Rzadko czytuję poradniki. Uważam, że największą i najpotrzebniejszą mądrość życiową wyniosę z własnych doświadczeń oraz przemyśleń, bo w końcu uczymy się na błędach. Dlaczego zatem sięgnęłam po Jak poskromić Piotrusia Pana? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Może przekonała mnie bardzo urocza okładka, interesujący tytuł, a może to zwyczajna ciekawość. 

Autorka porusza problem niedojrzałych mężczyzn, z którymi tak wiele kobiet się wiąże. W swojej książce opisuje aż czterdzieści jeden różnych sytuacji, tych najczęściej występujących w związkach. Robi to lepiej niż dobrze - najpierw dokładnie analizuje problem, a następnie wysnuwa z niego wnioski i podsuwa wskazówki, jak możemy zachować się w danym przypadku. Przy tym, jak sama zaznacza we wstępie, nie podaje konkretnych rozwiązań, ponieważ takie zachowanie byłoby wysoce aroganckie - i tu, proszę państwa, na samym starcie plus dla Betty McLellan za zdrowe podejście. 

Nie mogę powiedzieć, że poradnik był dla mnie bardzo pomocny. W moim związku nie zdarza się ani przemoc fizyczna, ani traktowanie jak powietrze, nie odkrywam również, że mój partner ma romans albo że wykorzystuje seksualnie moje dziecko - a to tylko przykłady opisanych przez McLellan sytuacji. Mimo wszystko uważam, iż lektura Jak poskromić Piotrusia Pana może stanowić po prostu ciekawostkę oraz zbiór porad, co należy wówczas zrobić (bo przecież nie przewidzimy naszej przyszłości). Zresztą książka nie dotyczy jedynie skrajnych przypadków - możemy z niej dowiedzieć się, jak podnieść swoją samoocenę czy jak odróżnić bycie samą od osamotnionej. 

Czasu przeznaczonego na lekturę Jak poskromić Piotrusia Pana w żadnym wypadku nie uważam za stracony. Myślę, że jeszcze wielokrotnie sięgnę po tę pozycję - poza poradami bardzo polubiłam styl pisania autorki oraz atmosferę panującą w książce, na zmianę lekką i poważną. Betty McLellan ujawniła się w swoim utworze jako osoba oczytana, inteligentna i obiektywna, dlatego tym bardziej polecam. 

poniedziałek, 17 lutego 2014


 Wydawnictwo: Prozami 2010
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: 'I'm so happy for you'
 Przekład: Edyta Stępkowska
 Liczba stron: 295

Kiedy nasz najlepszy przyjaciel osiąga coś przed nami, zazwyczaj, nawet wbrew sobie, próbujemy mu dorównać, dogonić go, a przy tym wyciszyć cichy głosik zazdrości w swoim umyśle, który usiłuje zmusić nas do rozpoczęcia niezdrowej rywalizacji. Zamiast powiedzieć: cholera, stary, tak strasznie ci zazdroszczę, że przez moją zawistną naturę życzę ci wszystkiego najgorszego, żeby wszystko ci się nagle spieprzyło, z naszych ust padają tak banalne, oklepane słowa - cieszę się razem z tobą! Mam nadzieję, że do końca życia wszystko będzie ci się układać. Nikt nawet nie próbuje uwierzyć w prawdziwość tych zdań. One po prostu istnieją, używa się ich, bo wypada, z grzeczności. Po co? 

Wendy to kobieta z kategorii plus trzydzieści, która rozpaczliwie stara się o dziecko - a przechodzi to w taka obsesję, że uprawia seks ze swoim małżonkiem tylko wtedy, gdy prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest największe. Niestety, bezowocnie. W dodatku lada chwila będzie eksmitowana z mieszkania. Nie to jest jednak najbardziej irytujące, o nie. Apogeum jej zdenerwowania stanowi Daphne - jej najlepsza przyjaciółka od niepamiętnych czasów, której z dnia na dzień wszystko zaczyna się układać - poznaje bogatego i przystojnego mężczyznę, przyszłego męża i ojca jej dziecka. Wendy, z natury zawistna, uważa, iż to szczyt niesprawiedliwości i nie zamierza tego tak zostawić. 

Po Cieszę się twoim szczęściem sięgnęłam, ponieważ miałam nadzieję, że dzięki lekkiej i przyjemnej książce zwalczę małą blokadę czytelniczką. Niestety, plan nie do końca wypalił - chwilami lektura recenzowanej powieści bardziej mnie denerwowała, niż wciągała i sprawiała radość. Na szczęście przez prosty język czytało się szybko.

To, co jest najbardziej irytujące w Cieszę się twoim szczęściem, to główna bohaterka - głupia jak but. Nie dość, że to zawistna zazdrośnica, skąpa egoistka i plotkara, to jeszcze osoba, która uważa, że wszystko jej się należy. Jej desperackie próby zajścia w ciążę były żałosne, zważywszy na fakt, że nie liczyła się z nikim, zwłaszcza z własnym mężem, którego traktowała jak maszynę, która jest potrzebna do zapłodnienia. Nic więcej. A przyjaciółki? Cóż, jeżeli grupkę kobiet, z którymi spotyka się raz na jakiś czas tylko po to, żeby obsmarować jedną z nich, nazywamy przyjaźnią, to nie mam więcej pytań. 

Autorce udało się w interesujący sposób przedstawić zasady, na podstawie których działa formułka cieszę się twoim szczęściem. Dzięki nieco przerysowanej fabule nawet najmniej wnikliwy czytelnik dostrzeże bez  problemu, jak funkcjonuje przyjaźń, nawet ta najbardziej prawdziwa - w pewnym momencie dochodzi do sytuacji, w których chcąc nie chcąc ze sobą rywalizujemy, niekoniecznie świadomie. I nawet jeśli recenzowana powieść nie należy do najambitniejszych, w ramach ciekawostki warto po nią sięgnąć. 

sobota, 15 lutego 2014

Jacek Piekara: ,,Łowcy dusz"


 Wydawnictwo: Fabryka Słów 2006
 Język oryginału: polski
 Liczba stron: 416
 Tom: 4

,,- Kiedyś wybrałam się nawet do Piekła - wyjaśniła.
  - Jak zdołałaś wrócić?
  - Wrócić? Ja tu zostałam. "
 Kto obserwuje mojego bloga, ten wie, że cykl inkwizytorski o Mordimerze Madderinie jest przeze mnie bardzo lubiany - mało które części danej serii czytam w tak krótkich odstępach czasu, jak tę. Łowców dusz przeczytałam już ponad tydzień temu, a jednak wciąż niechętnie podchodzę do napisania recenzji - może to dlatego, że zakończenie było kompletnie rozstrajające? 
W Łowcach dusz znajdują się cztery opowiadania, z czego dwa są stosunkowo krótkie, a dwa można  podczepić pod minipowieści. Jedno z nich stanowi kontynuację historii z poprzedniego tomu, dlatego czytelnik, który czytał trzy poprzednie książki z cyklu o Madderinie, od razu będzie wiedział, że Piekara zagwarantuje powrót do minionych przygód protagonisty.  Nie jest to jednak jedyne nawiązanie do przeszłości Mordimera - w tomie znajduje się wiele innych wątków, poprzednio nie do końca wyjaśnionych, których rozwiązanie tkwi w recenzowanym tomie. Nie powinno to nikogo dziwić, ponieważ Łowcy dusz to ostatnia książka o "dorosłym, dojrzałym" głównym bohaterze - kolejna, Płomień i krzyż tom 1, to powrót do młodości Madderina. 
,,Odkrywanie prawdy przypomina wędrówkę po lesie, w którym poradzi sobie jedynie ten, kto ma śmiałość zagłębić się w chaszczach."
Mimo iż wszystkie opowiadania czyta się szybko, miło, łatwo i przyjemnie, momentami lektura stawała się nudna. Można odnieść wrażenie, że Jacek Piekara wyczerpał już zapas pomysłów i próbuje na siłę wymyślić, co tym razem spotka Mordimera. Ponadto w Łowcach dusz znajduje się dużo mniej akcji i opisów walki, niż w poprzednich tomach. Nie wpływa to jednak na dynamizm całości, bowiem rozmowy z ludźmi, których na swej drodze spotkał inkwizytor, również mogą stanowić nie lada atrakcję dla czytelnika.
,,A przecież pochwała z ust wroga jest więcej warta niż peany wyśpiewywane z ust przyjaciela."
Zakończenie historii Mordimera mnie nie usatysfakcjonowano, a wręcz nieco przygnębiło - cóż z tego, że autor wyłożył kawę na ławę i przedstawił nam nagą prawdę o pewnych kwestiach, nad którymi się wcześniej zastanawiałam, skoro w tak niechlubny sposób potraktował swą najważniejszą postać. 

Na szczęście u Piekary można zauważyć poprawę - w czwartym tomie cyklu o inkwizytorze nie znajdziemy już ciągłego przypominania, kto jest kim i jaką rolę odgrywa w świecie przedstawionym, co tak mocno irytowało recenzentów - widać, że pisarz czyta recenzje i usuwa te elementy, na które opiniotwórcy się skarżyli. I dobrze. 

Łowcy dusz to prawdopodobnie najsłabsza część ze wszystkich, które do tej pory czytałam. Bynajmniej nie oznacza to, że nie jest ciekawa - wręcz przeciwnie. To wciąż lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika świata, w którym Jezus zszedł z krzyża i pomścił swoich prześladowców. 

piątek, 14 lutego 2014

Rozwiązanie konkursu

Witajcie ;)
Dziś Walentynki, o czym można dowiedzieć się nawet nie z kalendarza, ale z blogrolla - co drugi blog dodał już posty z serduszkiem w tle :) Ja co prawda przychodzę tylko z rozwiązaniem konkursu, ale co tam, niech będzie, że walentynkowo. 
Losowanie odbyło się tradycyjnym sposobem, jednak nie zostało udokumentowane - przyznam się szczerze, że mi się nie chciało ;) Musicie uwierzyć na słowo. 
Zgłoszeń było dwanaście, z czego jedno nie spełniało wymogów (w pytaniu było wyraźnie zaznaczone, że macie polecić fantastykę) - więc niestety nie wzięłam go pod uwagę. 
Zwycięzcą okazał się... Piotr Wysocki! Gratuluję serdecznie i poproszę o e-maila z danymi adresowymi, żeby przesyłka doszła cała i zdrowa (mcrox101@o2.pl). 

Słówko prywaty - otóż czytam, żyję i takie tam, mam do zrecenzowania dwie książki, ale... mam jakąś dziwną blokadę, objawiającą się przez niemożność wystukania chociaż kilku logicznych zdań w recenzji. Cóż, mam  nadzieję, ze szybko minie :) 

W niedzielę o północy wyjeżdżam na tydzień do Zakopanego, gdzie dostęp do internetu będę miała tylko przez komórkę, a nienawidzę tego sposobu na buszowanie po sieci, zatem przygotujcie się na chwilową nieobecność ;) Jakieś posty na pewno się pojawią, nie zostawię Was przez tydzień bez niczego, o nie ;) Natomiast na wszelkie wiadomości i komentarze prawdopodobnie odpowiem dopiero w niedzielę za tydzień. 

Życzę miłego dnia i weekendu! Tym, którym ferie się kończą - współczuję ;), a osobom, które, podobnie jak ja, dziś witają dwa tygodnie wolnego, przybijam wirtualną piątkę i mam nadzieję, że wypoczynek się uda :) 

środa, 5 lutego 2014

Gdy za oknem jest zimno i ponuro na tyle, że nie mam ochoty wstawać z łóżka, najlepszym lekarstwem na samopoczucie jest kupowanie książek. Odkąd mam konto w banku, nie muszę nawet wychodzić z domu, żeby za nie zapłacić, a to zdecydowanie nie sprzyja wielkości mojego portfela. 
Pamiętacie, jak zaledwie dwa tygodnie temu chwaliłam się swoimi zdobyczami z Uczty Wyobraźni, które nabyłam dzięki promocji w Empiku? Cóż mogę powiedzieć - to był dopiero początek, bo od tamtej pory skusiłam się na osiem kolejnych tytułów z fenomenalnego UW. Na jedną wciąż czekam, mianowicie na "Ciemny Eden", który kupiłam od innego blogera. 

Co tu dużo mówić... Przesadziłam. Pociesza mnie fakt, że tylko prawy stos to pozycje kupione, zaś lewy to głównie efekt wymiany. 
Od lewej: 
1. Mgły Avalonu to jedna z najlepszych cegiełek, jakie posiadam. Już nie mogę się doczekać lektury, chociaż jednocześnie gabaryty nieco... przerażają ;) 
2. Księga bez tytułu - z czystej ciekawości. I okładka ładna ;) 
3 - 5. Uczennica maga, Wielki mistrz i Nowicjuszka to efekt wymiany z pewną przemiłą użytkowniczką Lubimy Czytać, podobnie jak Ziemiański i Lerner. Skoro pierwszy tom dało się czytać i stanowił całkiem przyjemną lekturę, chętnie przeczytam całą trylogię. Dodatkowo za kilka dni listonosz przyniesie wszystkie trzy tomy Ery Pięciorga, również tej autorki. 
6. Rozgwiazda od wydawnictwa Ars Machina to książka, którą właśnie czytam, ale że nie należy do najłatwiejszych, dawkuję sobie lekturę. Watts rzeczywiście jest świetnym pisarzem. 
7. Smocza droga to także efekt mojej współpracy z Ars Machiną, podobno nie najgorsze fantasy. Przeczytam. 
8. Toy Wars - to, jak już wspomniałam, kolejny efekt wymiany. Lubię Ziemiańskiego, więc chętnie poznam go od innej strony. 
9. Następcy - nie zaszkodzi spróbować :) Z blurba wynika, że to thriller technologiczny - zapowiada się nieźle. 

Po prawo widać dziewięć pozycji z Uczty Wyobraźni (mam obsesję na punkcie tej serii, póki co przez dwadzieścia dni zdobyłam siedemnaście tytułów, chcę mieć całość). Wszystko, poza Viriconium nabyłam dzięki promocji 1+1. Co zabawne, robiłam to na raty - najpierw zamówiłam przez internet dwa tomy Opowieści sieroty, potem kupiłam w stacjonarnym Empiku Dom Derwiszy. Dni cyberabadu i Córka żelaznego smoka. Smoki babel, jednocześnie z zadowoleniem czekając na przesyłkę, w której miały być cztery kolejne książki zamówione online. Co do Viriconium, to dość przykra sytuacja, bo na allegro kupiłam ten egzemplarz za aż 7,50 zł, miał być lekko zalana wodą i przybrudzona, tymczasem po wyjęciu go z koperty szczęka mi opadła - nie dość, że wszystkie kartki posklejane, okładka powyginana, grzbiet porwany, przy tym książka była brudna jak diabli, jakby ktoś ją trzymał w chlewie. Sytuacji ze sprzedawcą opisywać nie będę - szkoda Waszego i mojego czasu ;) 

Jak widać, mam co czytać. Mam nadzieję, że wkrótce szał kupowania mi minie, bo jest źle - a skoro ja tak mówię, to naprawdę powinnam się leczyć ;) Zauważyłam, że gdy jestem zestresowana, zaczynam buszować w internecie, przeglądając allegro i inne fajne stronki, na których mogę nabyć książki. Cóż... walczę z tym ;) 
Miłego wieczoru! 

Yrsa Sigurdardóttir: ,,Statek śmierci"


 Wydawnictwo: Muza 2013 
 Język oryginału: islandzki 
 Tytuł oryginału: 'Brakið'
 Przekład: Małgorzata Bochwic-Ivanovska
 Liczba stron: 336 

Statki w literaturze i filmie grozy pojawiają się stosunkowo często. Nic w tym dziwnego - powierzchnia, po której się poruszają, wywołuje uczucie niepewności i bardzo często lęk. Można zatem pomyśleć, że stworzenie dobrej książki o tragedii na okręcie to nic trudnego. Czy rzeczywiście? 

W porcie w Reykjawiku rozbija się luksusowy jacht. Statek jest... całkowicie opuszczony, nie ma w nim ani jednego człowieka. Co stało się z trzema członkami załogi oraz z czteroosobową rodziną, która weszła na pokład? Czy to możliwe, że wszyscy rozpłynęli się w powietrzu? Prawniczka Thora, na polecenie rodziny zaginionych, ma wyjątkowo trudne zadanie - dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło podczas rejsu. 

Autorka po raz kolejny udowadnia, że niebanalne pomysły i umiejętność przykucia uwagi czytelnika to niewątpliwie jej atuty. Dlaczego niebanalne? Otóż częstym motywem występującym w kulturze są statki widma - nic w tym dziwnego, zważywszy na fakt, jak interesująca jest legenda żeglarska o owym okręcie. Na tyle, iż istnieją dwie jej wersje. Statek zaś, który owszem, przypływa do portu, ale bez żywej duszy na pokładzie, to nietypowy pomysł.

Yrsa Sigurdardottir potrafi sprowadzić na manowce - i bynajmniej nie z powodu nie najgorzej uknutej intrygi. Będąc w połowie książki można wciąż myśleć, że jest to literatura grozy, co z technicznego punktu widzenia nie jest prawdą. Mimo to podczas czytania odczuwa się lęk, niepewność - nie jakiś tam strach, tylko zwyczajnie lęk. Niejednego powieść ta skutecznie odstraszy od podróżowania statkami - a za to należą się brawa dla pisarki.

Zastanawiające jest, dlaczego wydawnictwo Muza nie ufa osobie, która okrzyknięta została najlepszą islandzką autorką książek kryminalnych. Okładka byłaby bardzo ładna, gdyby nie mnogość napisów, w dodatku zupełnie niepotrzebnych - bo po co trzykrotnie informować potencjalnego kupca, że to thriller? Czy nie wystarczy raz? Czy czytelnik nie dowie się tego po przeczytaniu opisu z tyłu? Spokojnie wystarczyłoby podanie tytułu oraz imienia i nazwiska autorki.

Statek śmierci to lekka, niewymagająca myślenia historia, którą przeczyta się błyskawicznie, ale w pamięci może pozostać na długo. Zapomnimy o bohaterach i o tym, jak przebiegało śledztwo, ale zapamiętamy zarys fabuły i oryginalny pomysł. W ramach relaksu - jak najbardziej warta przeczytania. 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Zapowiedzi: luty 2014

Dzień dobry wszystkim :) Dziś garść zapowiedzi.

Marta Kisiel: "Nomen Omen"
Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 5 luty
Liczba stron: 420
Opis:
Salomea Przygoda ucieka od zwariowanej rodziny, chcąc rozpocząć samodzielne życie. Gdy okazuje się, że jej stancja przypomina posiadłość z filmów grozy klasy B, prowadzona jest przez trzy siostry w dość podeszłym wieku i papugę, a w telefonie słychać głosy, Salka zaczyna zastanawiać się, czy to aby na pewno był dobry pomysł. Pojawienie się młodszego brata jedynie komplikuje i tak niełatwą już sytuację – zwłaszcza, gdy pewnego dnia próbuje utopić siostrę w Odrze.

Robert E. Howard: "Kull: banita z Atlantydy"
Wydawnictwo: Rebis
Premiera: 11 luty 
Opis:
Podczas swej błyskotliwej i krótkiej kariery, trwającej zaledwie dwanaście lat, Robert E. Howard samodzielnie stworzył nowy gatunek, który nazwany został „magią i mieczem”. W jego płodnej wyobraźni zrodziło się kilku z najtrwalszych bohaterów literackich. Bezdyskusyjnie największą kreacją Teksańczyka był Conan. Jednak to we wcześniejszym cyklu opowieści o Kullu – nieustraszonym wojowniku o zadumanym umyśle filozofa – Howard zaczął rozwijać typowe dla siebie tematy oraz silnie sugestywne połączenie historii z mitologią, którymi odznaczały się jego późniejsze teksty o epoce hyboryjskiej.

Kull jest kimś znacznie więcej niż tylko prostym prototypem Conana. Sam z siebie stanowi postać fascynującą: banita z Atlantydy, który zdobywa koronę Valusii po to tylko, by stwierdzić, iż jest ona tyle samo ciężarem, co nagrodą.

Jerzy Żuławski: ,,Stara ziemia"
Wydawnictwo: Solaris
Premiera: 12 luty 
Opis: 
Czas akcji toczy się mniej więcej równocześnie z akcją powieści „Zwycięzca”, tylko w innym miejscu – na Ziemi. Jest przełom XXIX i XXX wieku. Europa zjednoczyła się w jeden organizm państwowy, któremu patronuje system spółek spółdzielczych. Niezwykłe maszyny i wynalazki zapewniają dobrobyt mieszkańcom. Nie ma jednak powszechnego egalitaryzmu. Burżuazja utrzymuje się dzięki pracy robotników, obsługujących setki maszyn, wykonujących wciąż te same zautomatyzowane czynności. Państwo staje się potężną i bezduszną maszyną ograniczającą wolność jednostki. Grupa intelektualistów pragnie przejąć władzę, wykorzystując niezadowolenie robotników, którymi gardzi. Istotną funkcję pełni w powieści cudowny wynalazek – przyrząd unicestwiający materię skonstruowany przez genialnego naukowca Jacka – głównego bohatera powieści. Owa potężna broń użyta jako obiekt przetargu w rozgrywkach politycznych przyczynia się do reformy ustroju… Tworząc swoją wizję przyszłości Żuławski podejmuje polemikę z modernistycznymi koncepcjami naprawy świata. Jego prognoza to też reakcja na program odnowy socjalistów, oceniany jako metoda fantastyczna. 

Neil Gaiman: ,,Chłopaki Anansiego"
Wydawnictwo: MAG 
Premiera: 14 luty 
Opis: 
Chłopaki Anansiego to najzabawniejsza książka literackiego maga Neila Gaimana, ulubieńca popkultury. W Chłopakach Anansiego autor powraca do mitycznych krain, opisanych jakże błyskotliwie w bestsellerowych Amerykańskich bogach. Czytelnicy z Ameryki i całego świata po raz pierwszy poznali pana Nancyego (Anansiego), pajęczego boga, właśnie w Amerykańskich bogach. Chłopaki Anansiego to historia o jego dwóch synach, Grubym Charliem i Spiderze.


Michael Cobley: ,,Osierocone światy"
Wydawnictwo: MAG 
Premiera: 28 luty 
Opis: 
Darien przestał być ukrytym bastionem ludzkości, stał się nagrodą w galaktycznej próbie sił. Hegemonia kontroluje planetę, podczas gdy Ziemia bezradnie przygląda się sytuacji. Ziemski ambasador na Darienie stanie się graczem w konflikcie większym niż jest sobie to wyobrazić....
Pradawna świątynia skrywa dostęp do więzienia w głębinach hiperprzestrzeni, gdzie czai się największe zagrożenie z jakim kiedykolwiek miało do czynienia inteligentne życie. Przed tysiącleciami, po zakończeniu apokaliptycznego konfliktu, zamknięto tam pradawną rasę. Teraz zbliża się czas uwolnienia obcych, a wraz z nim nowa, przerażająca wojna.
Obiekt jest częścią serii
Cobley, Michael - "Ogień ludzkości" 

Wydawnictwo: MAG 
Premiera: 21 luty
Opis:
Przeszłość
Schwytany w sieć zaplanowanego przez Hitlera „Ostatecznego Rozwiązania” Saul Laski jest jednym z tysięcy skazanych na śmierć w niesławnym obozie zagłady w Chełmnie. Wkrótce jednak wpada w szpony zła o wiele gorszego i starszego niż nazistowskie Niemcy.
Teraźniejszość
Nieliczni wybrańcy posiadają Talent – psychologiczną umiejętność oddziaływania na umysły innych ludzi. Na dorocznych spotkaniach planują nieustającą kampanię rzezi i rozpasania. W tym roku jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem…
Obejmująca parę dziesięcioleci i rozgrywająca się na kilku kontynentach historia zapuszcza się w najmroczniejsze zakamarki historii XX wieku. „Trupia otucha”, stanowiąca jedną z najdoskonalszych prób ożywienia wampirzej legendy, zgłębia naturę ludzkiej skłonności do przemocy i analizuje jej wpływ na naszą przyszłość.

Cóż... Pozostaje mi tylko narzekać, że doba nie jest dłuższa, a pieniądze nie rozmnażają się przez pączkowanie ;) 

niedziela, 2 lutego 2014

Konkurs

Witajcie :) Dziś znowu nie będzie recenzji - ostatnio trudno mi się wciągnąć w jakąkolwiek książkę. Przykładem niech będzie mój ukochany Mordimer - jestem w połowie czwartej części cyklu o inkwizytorze, a chwilowo porzuciłam go na rzecz Siewcy wiatru Kossakowskiej - niestety, nic z tego. Jeszcze dziś spróbuję z Rozgwiazdą Wattsa, zobaczymy. 
Ale nie o tym jest dzisiejszy post. Pewnie zajrzeliście tu w oczekiwaniu na możliwość wzbogacenia biblioteczki, a pierwszy akapit to moje narzekania. Eh, ale ze mnie bloger. 


Powyższe książki chcę oddać komuś, kto lepiej się nimi zaopiekuje - u mnie tylko leżą i się kurzą. 
Zadanie konkursowe jest tym razem bardzo łatwe - wystarczy, że podacie mi tytuł jednej książki (gatunek: fantastyka), którą Waszym zdaniem powinnam przeczytać.

Zasady:
1. Konkurs trwa od 2 lutego 2014 do 10 lutego 2014. 
2. Każdy uczestnik konkursu proszony jest o podanie w komentarzu wraz ze zgłoszeniem swój aktualny adres e-mail. 
3. Zadanie konkursowe polega na poleceniu mi jednej książki z zakresu fantastyki.
4. Wygrany ma trzy dni na podanie swoich danych adresowych od momentu, gdy wyślę e-maila informującego o zwycięstwie. 
5. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski. 
6. Byłoby mi bardzo miło, gdybyście udostępnili ten wpis, aczkolwiek nie jest to warunek konieczny. 
7. Udział w konkursie jest równoznaczny z akceptacją regulaminu. 

Do dzieła!