piątek, 31 sierpnia 2012

Nicole Mones: ,,Ostatni kucharz chiński"


 
 Wydawnictwo: Świat Książki 2012
  Język oryginału: angielski 
  Tytuł oryginału: ,,The Last Chinese Chief" 
  Przekład: Elżbieta Kowalewska 
  Liczba stron: 304

Czy to możliwe, aby ktoś, kogo znacie od lat, z kim jesteście bardzo blisko, zataił przed Wami bardzo istotne wydarzenie w jego życiu? Jak poczulibyście się, gdybyście po długim czasie odkryli prawdę, w dodatku zupełnie przypadkowo? 
Nicole Mones to amerykańska autorka trzech książek oraz ceniona znawczyni chińskiej kultury i obyczajów. Przez osiemnaście lat pracowała w Chinach, natomiast teraz publikuje wiele artykułów w magazynie ,,Gourmet". Jej powieści cieszą się dużym entuzjazmem i zostały przetłumaczone na wiele języków. 
Maggie McElroy jest dziennikarką, autorką felietonów dotyczących amerykańskiej kuchni - tej dla zwykłych śmiertelników, niezbyt wyszukanej. Już od roku jest wdową - jej mąż, Matty, zmarł zdecydowanie za wcześnie, w tragicznym wypadku. Kobieta prowadzi życie w smutku, z dala od ludzi, zajmuje się jedynie pracą - aby nie myśleć o przykrej rzeczywistości i przeszłości. 
Pewnego dnia Maggie otrzymuje telefon od kancelarii prawnej znajdującej się w Chinach. To tam, gdzie pracował jej mąż. Nikt by się nie spodziewał, że ta rozmowa telefoniczna z przyjacielem i współpracownikiem Matty'ego, odmieni całe życie wdowy. Być może na lepsze. Okazuje się, iż jej partner miał nieślubne dziecko, którego matka i dziadkowie zamierzają założyć sprawę w sądzie. Maggie musi jechać do Chin, żeby wyjaśnić tę sytuację. Wyjazd ten obfituje w wiele niespodzianek, zarówno tych miłych, jak i nieprzyjemnych. 
,,Ostatni kucharz chiński" to bardzo przyjemna lektura opisująca w bardzo interesujący sposób kulturę i kuchnię Chin. Czytając, dowiadujemy się wielu ciekawostek na ten temat. Nicole Mones pobudza naszą wyobraźnię - przedstawiając nam azjatyckie dania. Co najlepsze, my nie tylko o nich czytamy - my czujemy ich aromat, smak, widzimy je. Taką moc ma autorka. 
Każdy rozdział utworu jest poprzedzony fragmentem z książki ,,Ostatni kucharz chiński" Lianga Weia, z 1925 roku. To  bardzo intrygujący zabieg, dzięki któremu możemy jeszcze bardziej wczuć się w klimat. 
Maggie, wdowa, przez pierwszą połowę powieści bardzo mnie irytowała - tym, że nie potrafiła pozbierać się po stracie męża, przez co sprawiała dla mnie wrażenie ofiary losu. Z drugiej zaś strony - czyż nie każdy, a przynajmniej większość ludzi, zachowa się w podobnej sytuacji w ten sposób? Zamknięcie się na świat - to taki instynkt samozachowawczy. Bo przecież lepiej stać w miejscu niż ruszyć naprzód - wymaga to od nas mniej wysiłku, a także nie ma ryzyka, iż się potkniemy. Dlatego uważam, że ,,Ostatni kucharz chiński" to lektura bardzo życiowa i mądra, dojrzała. 
Uważam, że zdecydowanie warto zagłębić się w lekturę ,,Ostatniego kucharza chińskiego". Przede wszystkim mamy okazję  na poznanie zachowań mieszkańców tego państwa, ich zwyczajów oraz kulinarnych tradycji. Ponadto Nicole Mones, autorka, oferuje nam podróż wgłąb ludzkiej psychiki. I na koniec - to wyjątkowo klimatyczna i magiczna książka. Polecam!




 Wydawnictwo: Otwarte 2012 
 Język oryginału: angielski 
 Tytuł oryginału: ,,Perfect. A Pretty Little Liars Novel"
 Przekład: Mariusz Borowski 
 Liczba stron: 299 
Trzeci tom cyklu ,,Pretty Little Liars"

O pierwszej książce Sary Shepard pisałam kiedyś tutaj. Później przeczytałam tom drugi, ale go nie zrecenzowałam. Trzeci dokończyłam wczoraj wieczorem i zdecydowałam się na napisanie krótkiej recenzji na temat tej powieści. 
Pamiętacie Spencer, Arię, Emily i Hannę? Tak, to te dziewczyny, których przyjaciółka, Alison, umarła zamordowana przez nieznanego sprawcę. To również ta czwórka otrzymująca dziwne i przerażające wiadomości od nieznanego nadawcy A. Te SMS'y i krótkie liściki od A. bardzo często są pogróżkami, a czasem nawet się urzeczywistniają... 
U tych czterech nastolatek trochę się pozmieniało, a A. coraz bardziej uprzykrza im życie. Hanna jest zła na Arię, bo ta zaczęła spotykać się z jej byłym chłopakiem. Spencer ukrywała przed pozostałą trójką dużą tajemnicę, a teraz ma kłopoty związane z czymś innym. O romansie ojca Arii i jego uczennicy dowiaduje się mama dziewczyny i śmiertelnie gniewa się na córkę. Emily przeżywa wzloty i upadki, próbując zaakceptować siebie jako homoseksualistka. Hanna walczy o to, aby zaprzestać prowokowania wymiotów oraz traci swoją najlepszą przyjaciółkę. 
Jeżeli po raz kolejny mam porównywać książki do serialu, którego jestem wielką fanką, oryginał wypadnie w bardzo bladziutkim świetle. Nie ma co się oszukiwać - tom pierwszy zawierał w sobie treści mniej więcej tyle, co jeden odcinek. Ponadto akcja jest zupełnie inna - nie mam pojęcia, dlaczego reżyserzy adaptacji tak pokręcili niektóre wątki. 
Mimo wszystko książka ,,Pretty Little Liars. Doskonałe" bardzo  mi się podobała, podobnie jak poprzednie tomy. Jest lekka, wciąga jak diabli, przyjemnie się ją czyta. To taka odskocznia od codzienności, niekoniecznie kolorowej. Dokładnie tak jak serial. 
Jedną z nieco irytujących rzeczy w książce jest podawanie nazw niemalże każdej używanej przez dziewczęta rzeczy - Spencer założyła właśnie sandałki na obcasie od Jimmy'ego Choo, a koleżanka Hanny umalowała paznokcie na kolor czarny od Diora. Faktycznie, dla zwykłych śmiertelników takich jak ja to niezmiernie interesujące! Myślę, że autorka mogłaby sobie darować te mało ciekawe szczegóły. 
Podsumowując, całość czyta się bardzo lekko i przyjemnie, niebezpiecznie porywa, a zakończenie jest bardzo emocjonujące - aż ma się ochotę od razu, z miejsca sięgnąć po kolejny tom. Polecam w ramach relaksu. 

środa, 29 sierpnia 2012

Trochę gadania

Witam serdecznie :) 
Na początku chcę przeprosić za tak długą nieobecność - od czasu, gdy przyjechałam do Polski, ciągle mam coś do załatwienia. Chciałabym umieścić Wam zdjęcie stosu, jaki uzbierał się przez czas mojej nieobecności, aczkolwiek aparat wciąż odmawia posłuszeństwa. Aktualnie czytam ,,Ostatniego kucharza chińskiego" Nicole Mones - póki co zdradzę, iż jest to lektura bardzo przyjemna i życiowa. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła poświęcić tej książce więcej czasu niż dotychczas. 
Tak naprawdę powód mojego posta jest nieco inny - mianowicie już będąc w Holandii napotkałam się na portal Finta i zaplanowałam, że założę tam konto tuż po powrocie do ojczyzny. I założyłam - wystawiłam kilka książek, z czego już pięć zostało zamówionych, jestem w szoku! Co prawda kiedyś, dawien dawno, aktywnie korzystałam z podaj.net, ale strona ta zeszła moim zdaniem na psy. Finta natomiast zapowiada się bardzo obiecująco, a na oku mam już kilka ciekawych powieści :) 
Przy okazji zachęcam do zerknięcia na moje aukcje na allegro
Pozdrawiam! 

środa, 22 sierpnia 2012



 Wydawnictwo: Muza SA 2009
 Tytuł oryginału: ,,Scusa ma ti chiamo amore"
 Język oryginału: włoski
 Przekład: Anna Niewęgłowska
 Liczba stron: 590


Federico Moccia to magik. Potrafi zaczarować czytelnika tak, że ten nie potrafi za żadne skarby oderwać się od lektury jego książki. Posiada umiejętność przenoszenia ludzi w czasie i uczynić, aby podróżowali, oddychali włoskim powietrzem i śmiali się w blasku italijskiego słońca. Tymi ludźmi własnie jesteśmy my - ci, którzy czytają powieści Mocci. 
Rzym. Niki to siedemnastolatka, która niedawno rozstała się ze swoim pierwszym prawdziwym chłopakiem. Jest szalona, inteligentna, błyskotliwa, pomysłowa, piękna i potrafi cieszyć się każdą chwilą swojego życia. Razem z trzema swoimi przyjaciółkami, Falami, imprezuje, chodzi na pokazy mody, bawi się codziennie mimo zbliżającej się wielkimi krokami matury. 
Alessandro jest prawie trzydziestosiedmioletnim mężczyzną. Minęły niespełna dwa miesiące, odkąd odeszła od niego kobieta jego życia, Elena. Nawet nie podała przyczyny, dlaczego to zrobiła! Co jest z nim nie tak, czy powiedział, zrobił coś nieodpowiedniego? Alex, mimo upływu czasu, nie potrafi pogodzić się z rozstaniem z ukochaną i cierpi. Co więcej, długo nie umie powiedzieć nikomu, co się wydarzyło - ukrywa to zarówno przed przyjaciółmi, jak i rodziną. Dodatkowo w pracy nie idzie mu najlepiej - kreatywnemu czasem także kończą się pomysły na reklamy. 
 Niki i Alex poznają się w burzliwych okolicznościach. Są zupełnie inni od siebie - ona zakręcona, on spokojny i zawsze opanowany. A jednak zakochują się w sobie. Jest tylko jeden problem - mianowicie dwadzieścia lat różnicy między tą parą. Czy miłość przetrwa wszystko i czy liczy się wiek? Jak zareagują bliscy dwójki zakochanych na wieść, że spotykają się z osobą o takiej różnicy? 
,,Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie" to już druga książka Mocci, którą przeczytałam w trakcie sześciotygodniowego wyjazdu. Uważam, że obie sprawdziły się idealnie. Miały za zadanie odprężyć mnie, sprawić, abym się zrelaksowała, a przy tym wciągnęła się w lekturę, a nawet uśmiechnęła od czasu do czasu. Muszę przyznać, iż ,,Tylko ciebie chcę", powieść również mówiąca o miłości dwóch różnych od siebie ludzi, jest znacznie słabsza od ,,Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie". Podczas gdy pierwsza, nieco nudna kontynuacja, w pewnych chwilach zmuszała mnie do odliczania stron pozostałych do końca, druga porwała mnie niesamowicie! Czytałam w każdej wolnej chwili - na plaży, w domku, w drodze powrotnej do Polski. 
Ta książka jest niczym powiew delikatnego wiatru albo jak orzeźwiający, zrobiony ze świeżych owoców sok w upalne popołudnie. Zazwyczaj optymistyczna, a czasem smutna; pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, napisana lekkim językiem. Wypełniona po brzegi sympatycznymi bohaterami, tak bardzo kontrastowych. Jednym słowem: świetna. Innym: rewelacyjna. 
,,Tak, bo widzisz, najlepsze rozwiązania znajduje się w okamgnieniu, bo one już są, wiszą w powietrzu, czekają na nas. Wystarczy tylko po nie sięgnąć. To zawsze zależy od momentu, który akurat przeżywamy. Zbyt długie rozmyślanie nad czymś może nam wszystko zepsuć." (str. 113)
 ,,Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie" to książka, która daje nam moc pozytywnej energii. Powieść świeża, przyjemna, emocjonująca i wzruszająca. Pozwala nam uwierzyć, że rzeczy niemożliwe czasem stają się możliwe. ;) 
Podczas czytania, a raczej pochłaniania tej książki, towarzyszyły mi piosenki Lucia Battistiego - włoskiego wokalisty, o którym Federico Moccia w ,,Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie" bardzo często wspominał.Uważam, że te utwory sprawdziły się perfekcyjnie w roli kompana - świetnie dopasowane do powieści. 
I jeszcze bonus - jeden fragment czytałam wielokrotnie. Ten o opisie Eurodisneyland'owskiej kolejki górskiej o nazwie Space Mountain. Wiecie, jakie to uczucie, kiedy czytacie o czymś, na czym sami byliście? Nie? To ja Wam powiem - bardzo, bardzo przyjemne! 
Polecam serdecznie! 

wtorek, 21 sierpnia 2012

Haruki Murakami: ,,Norwegian Wood"


  Wydawnictwo: Muza 2006
 Język oryginału: japoński 
 Tytuł oryginału: ,,ノルウェィーの森 Noruwei no mori"
 Przekład: Dorota Marczewska, Anna Zielińska-Elliott 
 Czas trwania mp3: 11h 53min
 Czyta: Marek Walczak

I once had a girl, or should I say, she once had me. 
She showed me her room, isn't it good, norwegian wood? 
She asked me to stay and she told me to sit anywhere, 
So I looked around and I noticed there wasn't a chair. 
I sat on a rug, biding my time, drinking her wine. 
We talked until two and then she said "It's time for bed". 
She told me she worked in the morning and started to laugh. 
I told her I didn't and crawled off to sleep in the bath. 
And when I awoke I was alone, this bird had flown. 
So I lit a fire, isn't it good, norwegian wood? 
(The Beatles - Norwegian Wood) 

Haruki Murakami. Któż nie zna, kto nie słyszał, czy jest ktoś, kto nie czytał żadnej jego książki? Jest to co najmniej wątpliwe. Nawet ja kilka lat temu sięgnęłam po jego zbiór opowiadań pod tytułem ,,Wszystkie boże dzieci tańczą". 
Murakami to japoński pisarz, bardzo popularny i powszechnie uznawany za autora bestsellerów. Jest autorem kilkunastu powieści i kilku zbiorów opowiadań. Polscy czytelnicy znają go głównie z takich utworów jak ,,Przygoda z owcą", ,,Norwegian Wood", ,,Kafka nad morzem" oraz ,,Ślepa wierzba i śpiąca kobieta". 
Koniec lat sześćdziesiątych, XX wiek. Toru Watanabe, młody student, jest spokojnym, poważnym i dojrzałym człowiekiem. Jest zakochany w Naoko, która była dziewczyną jego najlepszego przyjaciela, Kizukiego, który popełnił samobójstwo. Naoko po śmierci ukochanego zmaga się z depresją, a Watanabe nie potrafi jej wesprzeć i pomóc zwalczyć chorobę. 
Watanabe poznaje jednocześnie zupełne przeciwieństwo tajemniczej i mrocznej Naoko. Zaprzyjaźnia się bowiem z dynamiczną, ekscentryczną i pogodną Midori. 
Sięgnęłam po tego audiobooka z niemałą obawą - byłam pewna, iż będzie to nie lada wyzwanie, słuchać trudnej i wymagającej myślenia książki. Nic bardziej mylnego - już przy pierwszym rozdziale stwierdziłam, że ,,Norwegian Wood" jest napisany z niebywałą lekkością i swobodą, a język jest przystępny. Koniecznie muszę wypożyczyć z biblioteki kolejne audio powieści Murakamiego, bo słuchanie ich sprawia mi ogromną przyjemność i w dziwny sposób mnie uspokaja, koi. 
Tytuł książki to jednocześnie znany utwór Johna Lennona, który jest symbolem lat 60. Piosenka jest bardzo adekwatna do powieści. Gdybym ,,Norwegian Wood" czytała, a nie słuchała jako audiobooka, na pewno lekturze towarzyszyłoby dzieło Beatlesów. 
Murakami opowiada nam o dorastaniu swojego bohatera, Watanabe. Jest to postać bardzo spokojna, zrównoważona i mimo otaczającej go aury samobójców, silna i inna od wszystkich. Student spotyka na swej drodze wiele interesujących osób, takich jak Midori, Kizuki, Naoko czy Rioko. Każda z nich ma swoją własną przeszłość, którą autor powieści zdradza nam w większym lub mniejszym stopniu. 
Słuchając, doszłam do wniosku - Haruki Murakami to mistrz tworzenia bohaterów. Wykreowane przez niego postacie są niesamowite, specyficzne, a jednocześnie tak podobne do ludzi, z którymi mamy kontakt na co dzień. Autor bawi się również emocjami czytelnika - na przykład opowiadając coś, a potem nagle przerywając historię, podczas gdy ja chciałam więcej i więcej. 
,,Norwegian Wood" ma świetnie zarysowany obraz późnych lat sześćdziesiątych i rozwój seksualny w tym okresie. Powieść ta dodatkowo skłania do refleksji - co więcej, każdy czytelnik te przemyślenia będzie miał inne, uzależnione od własnej przeszłości i przeżyć. 
Cóż mogę rzec więcej? Polecam. Polecam gorąco wszystkim, którzy jeszcze nie posmakowali tego soczystego owocu. A sama pędzę do biblioteki po kolejne utwory Murakamiego! 

Nawiasem mówiąc, już wróciłam do Polski, a nawet się rozpakowałam ;) Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. 

czwartek, 16 sierpnia 2012

O tym, jak jest [4]. Powrót

Wszystko, co dobre, szybko się kończy... Tymi słowami mogłabym zarówno zacząć, jak i zakończyć tę notkę. Wielkimi krokami zbliżam się do powrotu do rzeczywistości. 19 sierpnia, mianowicie w niedzielę, prawdopodobnie będę już w Polsce. Prawie minęło już sześć tygodni błogiego odpoczynku, niemalże bez obowiązków i zmartwień, nic, tylko relaks, książki, cisza i spokój.
W niedzielę byłam po raz kolejny nad morzem Północnym, tym razem jednak z innej strony - miałam przyjemność wypoczywać na plaży, kąpać się w przerażająco słonej wodzie w towarzystwie niesfornych, żyjących własnym życiem fal. Było cudownie, pogoda nie zawiodła. Niestety zdjęć z podróży nie posiadam, ponieważ, jak wspominałam, zepsuł się aparat.
Przeczytałam póki co dziesięć książek - większość z nich to pozycje o imponujących gabarytach, trzy czwarte to ponad czterystostronicowe dzieła. Jest to wynik zdecydowanie lepszy, niż się spodziewałam, ale oczywiście nie stawiałam sobie żadnych wyzwań. Obecnie czytam kolejną powieść włoskiego pisarza Fredrica Mocci - ,,Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie".
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak wrócę do Polski - w Holandii oddałam się szałowi zakupów, zarówno tych ubraniowych, jak i książkowych. Ponadto wystąpił śmieszny, jak na ironię losu, problem - z samochodem c o ś jest nie tak, aczkolwiek, jako że jestem żółtodziobem niemającym bladego pojęcia o motoryzacji i mechanice, nie mam pojęcia, jaki. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak tylko trzymać kciuki za to, aby pojazd się naprawił. Oczywiście proszę Was o to samo ;)
Już niedługo, bo za dwa, trzy dni, wakacje te będą dla mnie jedynie wspomnieniem. Jakże jednak przyjemnym! Poćwiczyłam język angielski, posługując się niemalże wyłącznie nim, przeczytałam wspaniałe książki, zwiedziłam fantastyczne miejsca. Wyjazd ten jak najbardziej zaliczam do udanych.
Z jednej strony szkoda mi opuszczać to miejsce. Z drugiej zaś cieszę się, że już wkrótce spotkam się z przyjaciółmi, porozmawiam w ojczystym języku, położę się we własnym łóżku. W dodatku w Polsce czeka na mnie kilka paczek z książkami - otwierania ich nie mogę się wręcz doczekać.
W takim razie, co by nie zanudzać, powtórzę: wszystko, co dobre, szybko się kończy, a Wam życzę udanej końcówki lata. 

środa, 15 sierpnia 2012

Ślepe tory - Irvine Welsh


Wydawnictwo: Zysk i S-ka 2003
 Tytuł oryginału: ,,Trainspotting"
 Język oryginału: angielski
 Przekład: Jędrzej Polak
 Liczba stron: 303

Irvine Welsh to szkocki pisarz. Napisał dotychczas osiem książek, między innymi ,,Trainspotting" - jego debiut, ,,Ohyda", ,,Klej" i ,,Porno". Dwie, mianowicie ,,Trainspotting" oraz ,,The Acid House", zostały zekranizowane.
Edynburg, Szkocja. Mark Renton, pseudonim Czynsz lub Czynś, zależnie od sytuacji, to dwudziestopięcioletni narkoman. Kilkakrotnie podejmował próby zwalczenia nałogu, ale zarówno heroina, jak i ,,kumple od strzykawki", nie pozwalają mu zostawić za sobą brudnej przeszłości.
Książka przedstawia nam losy kilku bohaterów pochodzących z Edynburga - Chorego, Czynsza, Żebra, Tommy'ego oraz Kartofla. Każdym z nich włada jakiś nałóg - albo alkohol, albo heroina.
Tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia, co napisać o tej powieści.Wywołała ona we mnie wiele mieszanych uczuć i nie potrafię określić, czy mi się podobała, czy też nie. Momentami bardzo męczyłam się podczas lektury - książka została napisana trudnym, ciężkim językiem, bo wypełnionym błędami ortograficznymi, a wulgaryzmy wręcz przelewają się z każdej strony, z każdego zdania. Uważam jednak, że gdyby ,,Trainspotting" został napisany poprawną, piękną angielszczyzną, a potem w ten sposób przetłumaczony na język polski, straciłby cały swój urok. Utwór bowiem miał za zadanie przedstawiać środowisko szkockich ćpunów, odddawać jego realizm, a wątpię, że tacy ludzie unikają przekleństw.
,,Trainspotting" jest również przepełniony opisami obrzydliwymi, odrażającymi, takimi jak grzebanie w ubikacji pełnej ekskrementów w poszukiwaniu czopków z opium. W pewnych momentach krzywiłam się i miałam wielką ochotę porzucić książkę w kąt.
Irvine Welsh nie napisał jednak zwyczajnej książki o narkotykach, takiej jak ,,My, dzieci z dworca ZOO", ,,Ćpun" czy ,,Pamiętnik narkomanki". Jego utwór różni się od innych diametralnie - przede wszystkim dlatego, iż autor nie podał nam puenty na talerzu, nie napisał wprost, że ,,nie można sięgać po narkotyki, bo to złe". Wręcz przeciwnie! Bohaterowie powieści ,,Trainspotting" opisują swoje przygody z heroiną jako coś wspaniałego, ,,sto razy lepszego od orgazmu", co swojego czasu wzbudziło kontrowersję. Nad tym, czy narkotyki są warte poświęcenia naszego życia, czy nie, musimy się zastanowić sami.
Główny bohater, Czynsz, mimo swojego prostackiego usposobienia i wulgarnego języka, jest na swój specyficzny sposób inteligentny. Można to wywnioskować nie tylko na podstawie jego niektórych mądrych wypowiedzi, ale również roważań, przemyśleń dotyczących świata, którymi Mark Renton nas częstuje.
Ta książka jest trudna. Bardzo zagmatwana, napisana ciężkim językiem, pełna obrzydliwych scen, jest po prostu kłopotliwa do przebrnięcia. Nie mogę Wam obiecać, że warto po nią sięgnąć. Owszem, jest mocna i wiernie oddaje środowisko narkomanów, ale czy ona jedna? Nie. Jest wiele prostszych i bardziej klarownych utworów poruszających tę tematykę.
Wczorajszej nocy, świeżo po lekturze ,,Trainspotting", obejrzałam film o tym samym tytule. Adaptacja jest bardziej popularna od oryginału i, moim zdaniem, chyba nawet lepsza. Co prawda zupełnie inaczej wyobrażałam sobie rudowłosego Rentona i jego znajomych, a pewne sceny nie zostały nagrane tak, jak powinny, ale całość jest mniej chaotyczna i wciąga.

sobota, 11 sierpnia 2012

Linwood Barclay: ,,Bez śladu"



 Wydawnictwo: Świat Książki 2010
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: ,,No time for goodbye"
 Przekład: Andrzej Leszczyński
 Liczba stron: 432

Dopóki śmierć nas nie rozłączy... ale czyja?

Linwood Barclay to amerykański autor dwunastu powieści detektywistycznych. W Polsce dotychczas wydano tylko trzy z nich - ,,Bez śladu", ,,Za blisko domu" oraz ,,Największy lęk". Mam nadzieję, że nasz rynek wydawniczy podejmie się opublikowania kolejnych dzieł pisarza.
Pewnego ranka czternastoletnia Cynthia budzi się z ogromnym kacem. Nie pamięta dokładnie wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje jej się takie, jak zawsze - dziewczyna spodziewa się pogardliwych spojrzeń rodziców, przygotowuje się do tego psychicznie. W tym momencie, kiedy leży we własnym łóżku, cierpiąc przez dokuczliwy ból głowy, zniknięcie opiekunów to wręcz wybawicielska wizja. Nie przyszłoby jej nawet do głowy, iż być może nigdy już nie spotka matki i ojca...
Dwadzieścia pięć lat później, Cynthia to już mama ośmioletniej Grace i żona Terry'ego, nauczyciela języka angielskiego. Wciąż nie potrafi zapomnieć o rodzicach i starszym bracie, którzy zniknęli bez śladu, gdy miała czternaście lat. Reportaż telewizyjny, w którym bierze udział, nie pomaga zagoić starych ran. Kobieta wciąż ma nadzieję, iż zagadka zaginięcia jej rodziny wkrótce się rozwiąże, jednakże wydarzenia spadające na nią niczym grom z jasnego nieba, nie wskazują na to.
Z pisarstwem Linwooda Barclaya spotkałam się dotychczas tylko raz - podczas lektury powieści ,,Za blisko domu". Była to książka bardzo dobra, interesująca i wciągająca, a ja zachwycałam się piórem tego pisarza. Z ogromną przyjemnością, z wysoko ustawioną poprzeczką, sięgnęłam więc po ,,Bez śladu" właśnie tego autora. Już na początku zauważyłam, iż zarówno w ,,Za blisko domu", jak i w tym utworze, Barclay do roli narratora pierwszoosobowego przydziela mężczyznę. Ponadto w obu kryminałach postać ta nie jest bezpośrednim świadkiem zdarzenia, ale jedynie osobą bliską. Uważam, że to dobre zagranie - czytelnik ma okazję spojrzeć na sprawę i przewijające się wydarzenia z dystansem, jako obserwator.
Barclay napisał dobrą powieść. Przez cały czas coś się dzieje, nie ma tutaj miejsca na nudę - akcja pędzi w szalonym tempie. Myślę, że właśnie dlatego lubię kryminały - dostarczają mi wielu emocji, nie pozwalając nawet na minutę przerwać lektury.
W książce ,,Bez śladu" poznajemy bardzo interesujących bohaterów. Autor nikogo nie idealizuje, nie robi z nikogo ofiary. Postacie są rzeczywiste na tyle, że momentami miałam wrażenie, iż stoję obok nich. Nie ma ludzi idealnych, każdy ma coś na sumieniu.
Czytając, zadajemy sobie różnego rodzaju pytania, na które sami musimy sobie odpowiedzieć. Jak daleko może posunąć się człowiek, aby chronić siebie, a ile może zrobić w obronie rodziny? Czy ludzie, których uważamy za bliskich, mogą nam wbić nóż w plecy? W jakim stopniu możemy ufać? Czy ci, których znamy całe życie, mogą okazać się kimś innym, niż myśleliśmy?
Intryga jest skonstruowana w inteligentny sposób. Ja tylko w niewielkim stopniu domyśliłam się zakończenia.
,,Bez śladu" to nie tylko porywający kryminał, ale także opowieść o rodzinie i bliskich, którzy mogą okazać się kimś zupełnie innym, niż moglibyśmy przypuszczać. To historia kobiety żyjącej nadzieją. Polecam.

środa, 8 sierpnia 2012

Tess Gerritsen: ,,Autopsja"



 Wydawnictwo: Albatros 2008 (audio)
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: ,,Vanish"
 Przekład: Zygmunt Halka
 Liczba stron: 352
 Czas trwania mp3: 10h 02 min
 Czyta: Maria Maj
 Tom 5 serii Jane Rizzoli&Maura Isles

We współczesnym świecie bardzo często spotykamy się z przypadkami, w których młode dziewczęta są zmuszane do prostytucji - telewizja, radio, prasa, wszelkie media z łapczywością głodnego wilka chwytają tego typu informacje w swoje szpony, a następnie publikują, przy okazji doprawiając w ekscytujące szczegóły. Żaden przeciętny zjadacz chleba nie przypuszcza jednak, iż dokładnie to samo może spotkać jego bądź jego bliskich. Ludzie po prostu karmią swoje głowy czymś, co dla jednych jest sensacją, a dla innych tragedią. Przechodzą obok tego zjawiska, nie zatrzymując się i nie przyglądając mu się bliżej. A może warto?
Tess Gerritsen w swojej książce pod tytułem ,,Autopsja" zajmuje się nie tylko skonstruowaniem rewelacyjnej intrygi, ale także wnikliwą analizą tego, co, gdy tak zechce pech, spotyka niektóre kobiety. Wszystko zaczyna się w ten sam sposób - najpierw na swojej drodze niby przypadkiem spotykają ludzi obiecujących sielankową przyszłość. Tacy wzbudzają zaufanie, aby potem nagle wywieźć za granicę i szantażować, traktować niczym towary na półce w sklepie, zmuszać do oddawania się, do stosunków seksualnych z napalonymi, brutalnymi mężczyznami. Autorka opisuje uczucia towarzyszące ofiarom takich przestępstw.
Mila to siedemnastoletnie dziewczę pozbawione dzieciństwa. Razem z Oleną i kilkoma innymi koleżankami, opuszcza swoją ojczyznę, Białoruś, aby wyjechać do Ameryki - skuszona obiecującą przyszłością, pracą opiekunki. Jednakże już w drodze do USA zostaje pozbawiona złudzeń dotyczących przyszłej zapowiedzianej idyllii.
Maura Isles, lekarz sądowy, w kostnicy znajduje... żywego człowieka! Z chwilą, gdy po otwarciu przez panią doktor worka na zwłoki, piękna nieznajoma otwiera oczy, zaczyna się lawina niefortunnych zdarzeń, których skutki odczują wszyscy bliscy Maury - a głównie Jane Rizzoli, będąca w dziewiątym miesiącu ciąży.
Audiobooka ,,Autopsja" słuchałam w niemalże każdej wolnej chwili - jeżdżąc rowerem, robiąc zakupy, spacerując. Ostatecznie dokończyłam go dzisiaj na siłowni, z czego bardzo się cieszę.
Biorąc do ręki jakiekolwiek dzieło Tess Gerritsen, mam gwarancję, że będzie to coś dobrego, porywającego i nie takiegoż znowu lekkiego. Autorka bowiem porusza trudne tematy, robi to jednak w sposób zupełnie inny niż, na przykład, Joyce Carol Oates - nic dziwnego, w końcu to zupełnie różne od siebie gatunki literackie. Gerritsen nie szczędzi brutalności, wszystko jednak ma swój smak i czytelnik nie ma wrażenia nadmiaru.
Bardzo lubię jej bohaterki - zarówno inteligentną i ambitną Maurę, jak i odważną, charakterną i silną Jane. W ,,Autopsji" autorka rozwija bardziej wątek o tej drugiej - doktor Isles jest tu tylko postacią drugoplanową. Jane Rizzoli jest już natomiast żoną agenta FBI, Gabriela Deana. Ma z nim dziecko - czyż to nie znaczna zmiana w zachowaniu twardej jak skała pani detektyw? W części piątej Tess Gerritsen zdradza nam, jak trudne dla Jane jest wychowywanie potomka.
,,Autopsja" to bardzo dobry kryminał z problemem dotyczącym zmuszania do prostytucji w tle. Autorka nie zawiedzie swoich miłośników - tradycyjnie, czytelnik spotka się tutaj z wartką akcją, stopniowo wzrastającym napięciem, wieloma dialogami i dobrze uknutą intrygą. Polecam.

Harlan Coben: ,,Najczarniejszy strach"


 Wydawnictwo: Albatros 2004
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: ,,Darkest Fear"
 Przekład: Andrzej Grabowski
 Liczba stron: 320
 Tom 7 cyklu o Myronie Bolitarze


Wyobraźcie sobie strach. Najczarniejszy, najstraszniejszy strach w całej swojej okazałości, w najprawdziwszym obliczu. Kiedy stajecie z nim twarzą w twarz? Czy wtedy, gdy jedziemy szalenie szybką kolejką górską? Może patrząc w oczy komuś, kto pragnie Waszej śmierci? Albo - pomyślcie - niekoniecznie Waszej.
Dzwoni telefon. Odbieracie. Słyszycie krzyk najbliższej Wam osoby. Rozpaczliwy, wołający o pomoc, rozdzierający, a jednocześnie zdradzający bezsilność i ogromne przerażenie. Czy właśnie wówczas odczuwacie prawdziwy s t r a c h?
Harlan Coben to amerykański autor powieści kryminalnych, znany miłośnikom tegoż gatunku na całym świecie. Napisał cykl o Myronie Bolitarze, który w chwili obecnej liczy sobie dziesięć pozycji;  a także jedenaście innych, odrębnych historii. Coben zaczął również tworzyć kolejną serię - o  Mickey'm Bolitarze (dotychczas jedna, niewydana w Polsce powieść ,,Shelter").  Pisarz ten słynie z niedokończonych spraw z przeszłości, interesujących bohaterów i licznych zwrotów akcji - a wszystko to zgrabnie wplecione w karty jego książek.

Myron Bolitar to agent sportowy i właściciel firmy RepSport MB. Były koszykarz, którego karierę przerwała bolesna kontuzja. Jest zdecydowanie nieprzeciętnym Amerykaninem i mimo średniego już wieku, nadal się nie ustabilizował. Mężczyna ma tendencję do pakowania się w kłopoty, z których zazwyczaj wyciąga go najlepszy przyjaciel, Win.
W siódmym już tomie cyklu o tym bohaterze, Myron pewnego dnia spotyka swoją miłość z czasów studenckich - niespodziewanie kobieta ta, Emily Downing, czeka na niego u jego rodziców. Chodzi o sprawę bardzo pilną, jak sama zapowiada. Okazuje się, żę jej trzynastoletni synek, Jeremy, ma białaczkę, a potencjalny dawca właśnie zaginął bez śladu, jak kamień rzucony w wodę. To jednak nie wszystko - nieoczekiwana wizyta byłej dziewczyny to dopiero początek perypetii i szokujących informacji z przeszłości, które nagle spadną na Myrona jak worek z kartoflami.
 Czytałam wiele powieści Harlana Cobena. Jedne były lepsze, drugie gorsze, ale wszystkie utrzymały się na umiarkowanym poziomie. Z Myronem Bolitarem, jego ulubionym bohaterem literackim, spotkałam się dotychczas dwa razy - podczas lektury ,,Bez skrupułów" i ,,Bez śladu". Uważam, iż dane tomy tego cyklu nie wymagają znajomości poprzednich - tak naprawdę każdy opowiada o czymś innym, rzecz jasna związanym z główną postacią.
,,Najczarniejszy strach" to książka dobra, ale nie bardzo dobra. Teoretycznie zawarte są w niej zarówno wszystkie cechy charakterystyczne Cobena, jak i wymagania dotyczące przyzwoitego kryminału - napisane niewidzialną ręką, które każdy czytelnik dostosowuje do siebie i własnych upodobań. W tej powieści znajdują się interesujący bohaterowie, akcja pędzi jak szalona, opisy są ograniczone do minimum, a dialogów jest mnóstwo. Jednakże w praktyce utwór nie porywa tak, jak powinien, a ja nie mogłam oprzeć się odliczaniu stron pozostałych do końca.
Wykreowaną przez Harlana Cobena postać Myrona bardzo lubię. Jest ona bardzo rzeczywista, mimo tego, że bohater sprawia wrażenie jedynego w swoim rodzaju. Myron Bolitar ma, ukochane przez tysiące fanów, poczucie humoru, którym potrafi zaszczycić rozmówcę nawet w najmniej oczekiwanym momencie. Ma również smykałkę do rozwiązywania zagadek detektywistycznych - oczywiście prywatnie, na boku. Cechuje się wielkim sprytem, siłą fizyczną i odwagą, ale ma także swoje słabe strony. W ,,Najczarniejszym strachu" dowiedziałam się też, iż ma w swojej krwi kropelkę polskości.
Moim zdaniem powieści kryminalne Harlana Cobena idealnie sprawdzają się w roli lektur na lato - wciągające, pozwalające zapomnieć o rzeczywistości, zabawne, lekkie i niewymagające myślenia. Wyjątku nie stanowi ,,Najczarniejszy strach", aczkolwiek moim numerem jeden, jeśli chodzi o utwory tego autora, wciąż pozostaje ,,Nie mów nikomu".

piątek, 3 sierpnia 2012

Jane Austen: ,,Opactwo Northanger"



 Wydawnictwo: Oxford Education
 Język oryginału: angielski
 Tytuł oryginału: ,,Northanger Abbey"
 Przekład: Anna Przedpelska - Trzeciakowska
 Liczba stron: 240
 Seria ,,Klasyka Romansu"


Jaki miłośnik literatury, zwłaszcza płci pięknej, nie zna Jane Austen? Jest to angielska pisarka opisująca życie klasy wyższej tegoż kraju z początku XIX wieku. Fabuła jej ksiązek bardzo często dotyczy zamążpójścia, romansów i związanych z tym problemów społecznych. Utwory napisane przez tę autorkę to jednak nie tylko romanse, ale także prezentacja i obserwacja psychiki kobiet. Jane Austen znana jest między innymi z ,,Dumy i uprzedzenia", ,,Rozważnej i romantycznej" i ,,Perswazji". Dzieła te doczekały się wielu ekranizacji.
Katarzyna Morland to siedemnastoletnia córka pastora. Stosunkowo ładna, sympatyczna, uprzejma i przede wszystkim bardzo naiwna dziewczyna żyje w świecie przeczytanych książek i w zaciszu rodzinnego domu. Pewnego dnia wyrusza z zaprzyjaźnionym małżeństwem Allenów do uzdrowiska w Bath. Poznaje tam wielu ludzi i  śmiało nazywa ich przyjaciółmi. Są wśród nich rodzeństwo Henry i Eleonora Tilney, którzy proponują jej podróż do należącego do nich opactwa Northanger. Podniecona i rozochocona Katarzyna snuje różne wizje na temat mrocznych, gotyckich korytarzy, podziemnych lochów i straszliwych upiorów rodem z gotyckich powieści grozy, jakie uwielbia. Rzecz jasna, przyjmuje zaproszenie.
Wkrótce okaże się, kogo naiwna dziewczyna może nazwać prawdziwym przyjacielem, a kto ma wobec niej ukryte zamiary...
Obawiałam się nieco lektury ,,Opactwa Northanger". Martwiłam się nie tylko o to, iż po prostu romans nie przypadnie mi do gustu, ale także o fakt, że XIX-wieczny język jest inny niż dzisiejszy i może mnie zwyczajnie nużyć. Wszelkie obawy rozwiały się już przy pierwszej stronie - autorka w zabawny i nieco ironiczny sposób przedstawiła główną bohaterkę jako heroinę.
Warto napomknąć, że ,,Opactwo Northanger" to satyra - Jane Austen parodiuje powieści gotyckie. Co najlepsze, nie robi tego w sposób ani lekceważący, ani obraźliwy - co więcej, autorka sama zaczytywała się w tego typu utworach. Wykreowana przez nią Katarzyna Morland oraz jej nowopoznana przyjaciółka zaczytują się w dziełach takich jak ,,Tajemnice zamku Udolpho" pani Radcliffe, która to książka mnie, nawiasem mówiąc, zainteresowała. Punkt dla Austen i jej spostrzegawczości, ponieważ dostrzegła u ówczesnych niewiast wiarygodność i rzeczywistość powieści grozy.
Cenię sobie takie książki, w których autor nie traktuje czytelnika jak idioty. Nie wyjaśnia wszystkiego jak przedszkolakowi, nie tłumaczy, iż ,,krowa nie potrafi latać". Jane Austen owiała swoje dzieło nutką tajemniczości i pewne kwestie pozostawiła nie do końca wyjaśnione, tak, abyśmy mieli szansę sami trochę pogłówkować.
Poczucie humoru pisarki również sprzyja pozytywnemu odbiorowi lektury. Autorka pisze w sposób rześki, świeży, i mimo XIX-wiecznego języka - lekki. Nikogo nie idealizuje, a główna bohaterka jest, jak już wspomniałam, osobą bardzo naiwną, co można dostrzec na niemalże każdej stronicy. Są tu przedstawione skontrastowane zestawienia (John Thorpe i James Morland, Izabella Thorpe i Katarzyna Morland).
Któżby nie chciał uciec do świata, w którym królują wystawne bale, szykowne suknie, karoce i inteligentni dżentelmeni? Polecam!

czwartek, 2 sierpnia 2012

Sherrilyn Kenyon: ,,Taniec z diabłem"

Taniec z Diabłem - Sherrilyn KenyonWydawnictwo: MAG 2011
Język oryginału: angielski
Tytuł oryginału: ,,Dance with the Devil"
Przekład: Maria Stępień
Liczba stron: 430
Trzeci tom cyklu ,,Mroczny Łowca"

To już było:
Recenzja tomu pierwszego - ,,Rozkosze nocy"
Recenzja tomu drugiego - ,,Objęcia nocy"

Sherrilyn Kenyon to amerykańska autorka dwudziestu dwóch książek. W Polsce słynie ona z tak zwanych utworów paranormal romance, które, jak sama nazwa wskazuje, mówią o miłości nierealnej, paranormalnej. Jej seria ,,Mroczny Łowca" to właśnie taki paranormal, urban fantasy.
Zerek to najbardziej mroczny, psychopatyczny i dziwny przedstawiciel Mrocznych Łowców. Ma najboleśniejszą  przeszłość z nich wszystkich i przez to nie dopuszcza do siebie nikogo. Uważany jest za agresywnego, aspołecznego mordercę, budzi postrach każdego mijanego człowieka. Przez kilkaset lat żył w odosobnieniu, na mroźnej Alasce, ponieważ wyższe władze uznały, iż musi zostać odizolowany od społeczeństwa. Nic dziwnego więc, że kiedy po walce stoczonej z samą Śmiercią, budzi się w obcym domu w towarzystwie nieznajomej kobiety, jest - delikatnie mówiąc - w szoku.
Astrid to nimfa sprawiedliwości, jedna z Parek. Jest bardzo surowym sędzią, który jeszcze nikogo nigdy nieuniewinnił. Tym razem ma za zadanie ocenić Zereka. Czy ten ciemnowłosy mężczyzna zostanie skazany na śmierć i bycie Cieniem, czy też będzie miał szansę dalej żyć?
Każdego roku, od 2010, czytam po jednej powieści Sherrilyn Kenyon. Stopień wciągnięcia nie maleje, i nie wzrasta - ani ,,Rozkosze nocy", ani ,,Objęcia nocy", ani wreszcie ,,Taniec z diabłem" nie pozwoliły mi oderwać się od lektury nawet na chwilę. Są to bowiem bardzo niebezpieczne pochłaniacze wolnego czasu, które, kiedy schwytają Cię w swoje szpony, nie wypuszczą dopóty, dopóki nie skończysz czytać ostatniej strony.
Moje podejście do tego typu utworów również się nie zmieniło. Nie wymagam od nich trudnego, zmuszającego do sięgnięcia po słownik języka. Nie oczekuję też metafor skłaniających do refleksji; ambicji, głębokiej fabuły. Biorąc do ręki ,,Taniec z diabłem" i inne, podobne paranormale i urban fantasy, spodziewam się jedynie dobrej rozrywki, przyjemnie spędzonego czasu i chwili zapomnienia w towarzystwie przystojnych do bólu mięśniaków.
Wszystko to, co chciałam, otrzymałam. Co więc się zmieniło, że ta powieść nie powaliła mnie na kolana? Nie wiem. Może to taki okres, a może po prostu już mi minęła sympatia do paranormal romance. Mam nadzieję, iż nie, ponieważ na półkach mam mnóstwo takich książek, w tym czwarty tom cyklu ,,Mroczny Łowca" - po który, rzecz jasna, zamierzam sięgnąć.
,,Taniec z diabłem" przedstawia, jak w poprzednich tomach, odrębną historię o jednym z Mrocznych Łowców. Nie trzeba czytać wcześniejszych, żeby zrozumieć tę powieść. Tradycyjnie kończy się szczęśliwie, mimo przeciwności losu i wielu niebezpieczeństw. Ta sama prosta, nieskomlikowana i przewidywalna fabuła, identyczna wartka akcja.
Jeżeli macie ochotę na chwilę wytchnienia - przeczytajcie, co Wam szkodzi. Jednak uwaga - nie sięgajcie po tę pozycję przy swoich mężczyznach, drogie panie, ponieważ ,,Taniec z diabłem" jest najeżony iście erotycznymi scenami - swoją drogą, opisanych bardzo realistycznie ;)