środa, 24 sierpnia 2011

 Witam. Przed chwilą przeczytałam post Futbolowej, który informuje o zaginionym Mateuszu Stacherze z Częstochowy. Czuję się zobowiązana do rozpowszechnienia tej sytuacji.  Namawiam każdego, kto spotkał się z tym wpisem, do rozgłaszania. Kto wie, może uda nam się pomóc? 
Zaginięcia to rzecz straszna. Nawet nie próbuję postawić się w sytuacji bliskich zaginionego, to dla nich wielka tragedia. Dlatego pomagajmy, bo to nic nie kosztuje. 


 Przy okazji chciałam się z Wami pożegnać, kochani. Jutro nad ranem wyjeżdżam na mazury, jak pisałam w poprzedniej notce. Jest to miejscowość o nazwie Ruciane Nida. Pakować będę się wieczorem, ale stos książek jest już naszykowany - zdecydowanie za duży jak na cztery dni wypoczynku. Na podróż wzięłam dwa cieniutkie egzemplarze: "Przezroczyste przedmioty" Nabokova i "Nie ma o czym mówić" Szarejko. Jestem pewna, że przynajmniej jeden z nich zdążę przeczytać przez kilka godzin jazdy, o ile nie złapie mnie sen ;) Poza tym nie mogłam się zdecydować i postanowiłam, iż zabiorę ze sobą kilka utworów więcej niż potrzeba, a nóż widelec pogoda będzie brzydka i będziemy skazani na siedzenie w domu? (tfu, tfu! trzymajcie kciuki:). To tak: 
prawie skończona "Czysta jak łza", która od jakichś dwóch tygodni (porażka) idzie mi bardzo opornie
"Mag w czerni", czyli kontynuacja "Rudowłosej" 
"Zapomniałam, że cię kocham" Zevin - może nie najlżejsza lektura, ale z pewnością bardzo interesująca
"Niewidzialny" Jungstedt - bo przynajmniej jeden kryminał jest na wyjazd obowiązkowy 
"Dobre intencje" Fielding - to akurat biblioteczny łup, mała książeczka 
"Wycieczka na tamten świat" A. i S. Litwinowie - noo, tak dla odprężenia ;) 
"Na tropie wampira" Resnick - bez literatury o wampirach nie ma wyjazdu :))) 

Nie zapomnijmy o tych naszykowanych na drogę. Cóż, niewątpliwie jestem wariatką, biorąc na krótki wyjazd tak dużą ilość książek, ale czy Wy, mole książkowe, nie znacie tego uczucia, że najchętniej zabralibyście ze sobą całą biblioteczkę nawet na krótką podróż? Liczę na wyrozumiałość, no wiecie ;) 
Życzcie mi miłego wypoczynku i proszę, trzymajcie kciuki za pogodę. A od poniedziałku będę Was męczyć recenzjami książek, które (huh...) przeczytam od czwartku do niedzieli. 
Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Złość, radość, zażenowanie.

Dziś notka krótka, żadna recenzja, ot, takie pogaduchy. Dziwny tytuł, prawda? Niespójny. Nielogiczny. No, bo jak to - złość i radość? I w dodatku zażenowanie? Zaraz wyjaśnię.
Złość, bo przechodzę właśnie przez kobiece sprawy i wyjątkowo źle się czuję - tylko wyszłam na słońce i zrobiło mi się niedobrze, nie mam apetytu i boli mnie brzuch. Muszę siedzieć w domu, lato mi nie służy. Aha, i deszcz, a właściwie ogromna ulewa, która pojawiła się nagle i tuż po moim powrocie z biblioteki, zmoczyła mi niektóre książki leżące na parapecie. Tak, okno mi przemaka! Jestem wściekła. 
Radość - cieszę się, ponieważ w czwartek wyjeżdżam na kilka dni na mazury. Wreszcie! Po wycieczce do Londynu spędziłam czas w swoim mieście, a jest ono wyjątkowo nudne. I w końcu odpocznę, poczytam w spokoju, chociaż jadę ze znajomymi i na pewno nie będzie wiele czasu na oddanie się lekturze. 
Zażenowanie. Naprawdę wkurzają mnie już komentarze typu "przeczytam/nie przeczytam". To takie... sztampowe, banalne, nic niewnoszące. Nie lubię takiego gadania, żeby tylko gadać. To milczenie jest złotem. Do niedawna tego typu 'wypowiedzi' były mi obojętne, ale powoli przestaję mieć cierpliwość. Ja wiem, można je usunąć, można zignorować (co robię od dawna), ale wolę się wygadać. 
 Wspomniałam o wyprawie do biblioteki. Nie miałam wiele czasu, bo nieprzyjemna bibliotekarka gderała, że już zamykają (czy istnieje jeszcze coś takiego jak uprzejmość w dzisiejszych czasach?). Wzięłam "Igrzyska śmierci", "Dobre intencje" i "Kwiaty od Artiego", a kiedy to przeczytam - nie mam pojęcia. Ostatnio znowu mam zastój, w ogóle nie sięgam po książki. I znowu wspomnę, że nie mam miejsca na półkach. Zupełnie. 
O, znowu świeci słońce. Wykończyć się można z tą pogodą. Jest bardziej zmienna od kobiety, a to dziwne. 
Miłego dnia życzę! :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Melissa de la Cruz: "Błękitnokrwiści"


  Wydawnictwo: Jaguar 2010
   Język oryginału: angielski
   Tytuł oryginału: "Blue Bloods"
   Przekład: Małgorzata Kaczarowska
   Liczba stron: 321
   Ocena wciągnięcia: 5
   Ocena ogólna: 4,5


   Melissa de la Cruz to amerykańska autorka książek przeznaczonych głównie dla młodzieży. Najpopularniejsze serie jej autorstwa to "Au Pair",  "Błękitnokrwiści(Maskarada)" oraz "Klika z San Francisco". Ten pierwszy cykl czytałam bardzo dawno i wrażenia były mieszane. Ja zwyczajnie nie lubię książek o rozpuszczonej młodzieży, która ludzi ocenia na podstawie ich ubioru i majątku. Dwa pierwsze tomy "Kliki..." mam na półce - prezent od wydawnictwa. 
Nowy Jork. Grupka nastolatków uczących się w elitarnym liceum Duchesne prowadzi beztroskie, lekkie życie przepełnione imprezami, sesjami zdjęciowymi i zakupami drogich ciuchów. Jednak nie wszyscy uczniowie tej szkoły są tacy - Schuyler, czarnowłosa, drobna dziewczyna wyróżnia się choćby nietypowym stylem przypominającym mieszankę gotyckiego z punkowym. Stara się unikać zepsutego towarzystwa, do czasu, kiedy jedna z uczennic i przy okazji młoda wampirzyca, ginie w dziwnych okolicznościach.